Artykuł Janusza Onyszkiewicza "Czy Rosja jest skazana na imperializm?" (2023 r.)

Czołowy ideolog putinowskiej Rosji, Władysław Surkow dość jasno okreslił czym ma być Rosja, która

 „przestała upadać, zaczęła się odbudowywać i powróciła do swego naturalnego i jedynie mozliwego stanu wielkiej, rosnącej i   zbierającej ziemie wspólnoty narodów. Nieskromna rola, nadana naszemu krajowi przez powszechną historię, nie pozwala zejść ze sceny albo milczeć w tłumie, nie obiecuje spokoju”.

 

To poczucie historycznej misji i związany z nią imperatyw  terytorialnej ekspansji nie jest w dziejach Rosji czymś całkowicie nowym. Już w XV wieku, po zdobyciu Konstantynopola przez Turków  car moskiewski uznał siebie za sukcesora imperium bizantyjskiego i rzymskiego i za jedynego obrońcę prawdziwej, nie skażonej łacińskością  i jałowym racjonalizmem wiary chrześcijańskiej. Przyjęty w XVI wieku przez Iwana Groźnego tytuł „cara”  stanowił nawiązanie do rzymskiego tytułu cezar.. O carach owego czasu pisał przed stu laty wybitny historyk i polityczny działacz Piotr Milukow  że gdyby ich zapytać o program działania, to „zapewne nie byliby w stanie rozwinąć innego programu oprócz tego dawnego, tradycyjnego, który stał się instynktem:  jeszcze więcej zabiegać i zbierać”.

 

Niemal dwieście lat później, Piotr I uroczyście przybrał tytuł Cesarza  (Imperatora) Wszechrosji. Rosja oficjalnie stawała się imperium, a zasadnicza funkcja imperium  to orzcież jego stała zaborcza terytorialna ekspansja. Jan Kucharzewski niemal sto lat temu napisał:

 

Rosja, przy swych wojnach zaborczych,stosowała od wieków tradycyjne metody. Zagarniając ziemie, utrzymywała, iż je odzyskuje, nawet wówczas, gdy chodziło o Kraj Amurski, zaś ludność tych ziem wyzwala albo  z pod jarzma obcego narodu, albo z pod jarzma ucisku politycznego i socjalnego.(...). Opieranie się na jakichś rzekomych dawnych tytułach i demagogia, narodowościowa i socjalna, stosowana do państwa z którym się prowadzi walkę, celem jego wewnętrznego osłabienia, to środki polityczne stosowane ku usprawiedliwieniu i poparciu akcji wojennej.

 

Trafność tej oceny nie powinna budzić wątpliwości.  Kiedy w 1920 roku armia konna Budionnego zbliżała się do Lwowa i Zamościa, walczyła, jak pisał o tym Babel, nie z polskimi robotnikami czy chłopami ale „prała szlachtę” a haniebny atak Putina na Ukrainę ma przecież na celu nie ujarzmienie Ukraińców ale „denazyfikację”, czyli ich uwolnienie od opresyjnego i antynarodowego reżimu prezydenta Zełeńskiego. Granice imperium rosyjskiego zakreślił  w połowie XIX wieku rosyjski poeta i dyplomata Tiutczew:

 

Siedem mórz wewnętrznych, siedem rzek,

Od Nilu aż do Newy, od Łaby do Kitaju,

Od Wołgi po Eufratu brzeg, Gangesu i Dunaju,

 

Podobno  kiedy Władimir Putin zapytał jakiegoś chłopca gdzie kończy się Rosja, usłyszawszy że „na cieśninie Beringa koło Alaski” uśmiechnął się i powiedział „nie, Rosja nigdzie się nie kończy” To bardzo przypomina  znaną w Polsce odpowiedź na pytanie „z kim graniczy Rosja? Z kim chce!”

 

W Rosji była niemal zawsze świadomość zapóźnienia w stosunku do Zachodu, szczególnie jeśli chodzi o poziom życia i stopień gospodarczego rozwoju. Brak wolności miał być rekompensowany poczuciem wielkości i siły kraju i wagą misji dziejowej jaką ma rzekomo  do wypełnienia. Jak pisał Lermontow Niech będę niewolnikiem., lecz niewolnikiem cara świata” a dziewiętnastowieczny historyk Sergiej Sołowiow twierdził, że dla państwa autokratycznego celem jest nie dobrobyt ale „ chwała obywateli, państwa i władcy” i że „ duma narodowa wzbudza w narodzie rządzonym samowładnie poczucie wolności porywające go do wielkich czynów w nie mniejszym stopniu niż sama wolność”.

 

To wszystko odnajdujemy dziś w narracji i polityce putinowskiej Rosji. Kiedy kryzys finansowy 2008r obnażył gospodarczą słabość Rosji zniknęło w Moskwie przekonanie, że wkrótce Rosja stanie się jedną z największych potęg gospodarczych, rubel będzie obok dolara światową walutą rezerwową a Moskwa jednym z finansowych centrów na równi z Nowym Jorkiem, Frankfurtem czy Londynem. Działający nieformalny układ Putina z Rosjanami:„ będziecie się szybko bogacić, ale  nie wtrącajcie się do moich rządów” mógł jednak przestać wkrótce działać i trzeba go było zastąpić czymś innym, dobrze w tradycji rosyjskiej osadzonym: zastąpić chleb, imperialnymi igrzyskami i poczuciem imperialnej wielkości. Rosja pod rządami Putina miała ponownie stać się wielka, i tak jak obroniła świat przed nazizmem tak teraz stawi czoła  amerykańskiej hegemonii, rozprzężeniu  i nihilizmowi Zachodu, zagrażającemu prawdziwej chrześcijańskiej cywilizacji reprezentowanej i chronionej,  jak zawsze, przez Rosję. Sam Putin odnalazł się w całkiem nowej roli. Jak pisał Dymitr Trenin z  Carnegie Moscow Center:pod koniec swojej czteroletniej kadencji Putin wydawał się być przepojony poczuciem historii i mandatariuszem Boga.  Postrzegany jako pragmatyk i zdeklarowany urzędnik państwowy, menadżer kraju, przemienił się w  misjonarza. Putin nie tylko odwoływał się do Boga w swoich publicznych wystąpieniach, ale zachowywał się jak ktoś, kto wykonuje dzieło powierzone mu przez Wszechmogącego. Później, w czasie  kryzysu na Ukrainie w 2014 r., pozwoliło to Putinowi zachować spokój i pewność, że Bóg jest po jego – i Rosji – stronie, w nowym, zaciekłym współzawodnictwie   ze Stanami Zjednoczonymi”.

 

Wiele wskazuje na to, że ta nowa legitymizacja putinowskiej władzy została przez bardzo wielu, jeśli nie przez zdecydowaną większość przyjęta. Putin sam o sobie mówi, że jest „czołowym rosyjskim nacjonalistą”. A rosyjski nacjonalista, jak pisała socjolog Irina Glebowa „odsyła do wspomnień o potędze radzieckiego państwa i rosyjsku-prawosławnej mocarstwowej wielkości i zaspokaja żywiołowe społeczne zapotrzebowanie na nią ” co skutkuje w zwiększonym poparciu władzy.

 

To sprawia, że trwałe, traktatowe zakończenie wojny na Ukrainie, która jest w putinowskiej propagandzie przyrównywana do Wielkiej Wojny Ojczyźnianej z hitlerowskimi Niemcami, zakończenie na warunkach zbliżonych do tych jakie  (słusznie zresztą) stawia  Zełeński jest w zasadzie niemożliwe tak długo jak długo utrzymywać się będzie w Rosji imperialne i nacjonalistyczne zaczadzenie. 

 

Ten imperialny amok nie musi jednak trwać wiecznie. Po pierwsze, nie jest do końca jasne jakie jest rzeczywiste  poparcie prezydenta Putina i jego polityki. Trzeba pamiętać w jakich warunkach politycznych są prowadzone sondaże, jaki jest stopień odmów udzielania odpowiedzi i co taka odmowa znaczy. Po drugie nie można nie docenić odwagi i determinacji tych, bardzo licznych przecież, którzy demonstrowali przeciwko wojnie na Ukrainie. Dziś takich demonstracji nie widać, ale ci ludzie nie zniknęli, a nawet jeśli wielu z nich wyjechało za granicę, to jednak nie zniknęli całkowicie z politycznej sceny.

 

No i wreszcie ten nawrót idei imperialnej i całkowite odrzucenie Zachodu nie muszą być czymś trwale osadzonym , szczególnie jeśli chodzi o rosyjską inteligencję i klasę średnią.

 

Warto przypomnieć sobie co jeszcze stosunkowo niedawno mówił sam Władimir Putin. W swym przemówieniu w Bundestagu złożył jasną propozycję  stwierdzając, że tylko we współpracy z Rosją Europa może stać się potężnym i samodzielnym czynnikiem polityki światowej.  Znany rosyjski politolog Aleksiej Arbatow snuł nawet w 2007r wizje wejścia Rosji do Unii Europejskiej i utworzenia „najpotężniejszego globalnego centrum wojskowej, ekonomicznej i kulturalnej siły”.Jeśli zaś chodzi o dzisiejsze podkreślanie zasadniczych i nieprzekraczalnych rzekomo różnic między cywilizacja europejska  a rosyjską to warto pamiętać co o europejskości Rosji mówił sam Putin czy Ławrow, który twierdził, ze nie ma konfliktu wartości pomiędzy Rosją i Zachodem. Z kolei inny bardzo znaczący rosyjski politolog i polityk Władimir Łukin pisał, że 

 

„Rosja zawsze była częścią Starego Świata (….) i będzie w stanie oprzeć się ciśnieniu Azji, Ameryki i innych cywilizacyjnych centrów ciążenia jedynie wtedy, kiedy będzie z Europą”. W innym zaś miejscu, w 2017 roku pisał, że „ szybko rośnie w siłę chiński ( wschodnio-azjatycki) świat. Przyjaźnić się z nim to konieczność, choćby dlatego że inaczej nie można. Ale ten świat nie jest naszym światem”.

 

Świadomość tego czym jest wojna na Ukrainie i jakie są jej prawdziwe przyczyny z pewnością zacznie docierać do coraz większej ilości mieszkańców nie tylko wielkich miast ale także rosyjskiej „głubinki”. W końcu sam Prigożyn- żaden opozycjonista przecież- jasno odrzucił oficjalna tezę o odpowiedzialności Ukrainy i NATO za wybuch wojny. Świadomość fiaska polityki Putina, która doprowadziła o utraty szans na zjednanie sobie Ukrainy, do upadku mitu o sile i wspaniałości rosyjskich sil zbrojnych, do izolacji międzynarodowej Rosji i do powiększania jej zależności od coraz silniejszych i potencjalnie groźnych Chin może przynieść re-definicję rosyjskiego nacjonalizmu. Na myśl przychodzi generał Lebiedź, rosyjski nacjonalista, weteran wielu walk, który w latach 90 twierdził, żeepoka imperiów się skończyła. Można jej żałować, była wspinała i dumna, ale zaczyna się nowa epoka- budowa pełnowartościowego rosyjskiego państwa narodowego. Na arenie międzynarodowej pragmatyczny nacjonalizm oznacza, że (….) Rosja nie zamierza płacić ceny niewspółmiernej za powrót do  imperialnej chimery”. Tak więc, rosyjski nacjonalizm może przybrać znacznie mniej groźna postać. Może Rosja, nowa Rosja, pójdzie śladem innych krajów, które wspaniale poradziły sobie ze swą imperialna przeszłością.

 

Rosja nie zniknie z mapy . Problem w tym jaka ona będzie, czy dalej będzie budować swą wielkość na polityce stalej ekspansji i dominacji czy też na sile swej kultury, gospodarki i prestiżu wynikajacym dodatkowo z przestrzegania rządow prawa krajowego i międzynarodowego. Aby Rosja się zmieniła - to niestety dramatyczna konstatacja- Rosja musi przegrać wojnę na Ukrainie. Jak pokazuje historia ostatnich kilkuset lat, Rosja zmieniała się tylko w takiej sytuacji. Tak było po wojnie Krymskiej w połowie XIX wieku, tak było po wojnie Rosyjsko-Japońskiej w 1905r, po I Wojnie Światowej i po Zimnej Wojnie. Przegrana Rosji winna stać się szansą dla tych, którzy myśla o innej Rosji ale dziś nie są w stanie nic zasadniczego  zrobić O tych ludziach trzeba pamietać. I pamiętać, że cokolwiek mówi dziś Putin, Rosja, choć pozostanie zapewne poza Unia Europejską  pozostanie częścią Europy. Inną, bo przecież każdy kraj jest inny, ale częścią Europy, której wielkość to także  jej różnorodność


Gazeta Wyborcza 10.03.2023