Artykuł Janusza Onyszkiewicza "Jak NATO może reagować na wojnę hybrydową"

Wobec całej gamy nowych, niestandardowych zagrożeń pojawia się kwestia rozszerzenia pojęcia agresji na przynajmniej niektóre z tak zwanych zagrożeń hybrydowych. Jak po przywołaniu art. 5 w wypadku takiej nowej, niewojskowej agresji, miałaby wyglądać reakcja Sojuszu?

 

Janusz Onyszkiewicz dwukrotnie pełnił funkcję ministra obrony narodowej (1992-93 i 1997-2000), był wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego (2004-07). W latach 80. był rzecznikiem prasowym nielegalnego NSZZ „Solidarność".

 

Wobec pojawiających się zagrożeń dla bezpieczeństwa europejskiego i możliwej agresji ze strony Rosji wobec krajów NATO przywoływany jest często słynny Artykuł 5 Traktatu Waszyngtońskiego, na którym opiera się Sojusz Północnoatlantycki. Warto więc przypomnieć debaty, które toczyły się wokół tego artykułu, gdy kraje Europy Zachodniej musiały odnieść się do zagrożenia, jakim dla ich bezpieczeństwa stał się Związek Radziecki. Pakt obronny NATO i gwarancje bezpieczeństwa, których kraje członkowskie sobie wzajemnie udzielały, miały być tego bezpieczeństwa gwarantem. Najbardziej istotnym elementem tych gwarancji miało być udzielenie ich pozostałym członkom NATO przez Stany Zjednoczone. Kraje Europejskie chciały, aby w negocjowanym traktacie znalazł się zapis taki, jak w przyjętym wcześniej w Brukseli traktacie sojuszniczym krajów Europy Zachodniej, zgodnie z którym kraj napadnięty miał otrzymać wszelką pomoc, także wojskową, jaka będzie możliwa ze strony pozostałych sojuszników. Strona amerykańska nie chciała się na takie sformułowanie zgodzić, uważając, że jego przyjęcie oznaczałoby, ze Stany Zjednoczone zobowiązują się w wypadku agresji do wypowiedzenia wojny w obronie kraju napadniętego, co było nie do pogodzenia z zawartym w konstytucji amerykańskiej zapisem, według którego o stanie wojny może zadecydować każdorazowo jedynie Kongres USA.

 

W końcu stanęło na sformułowaniu zgodnie z którym, jeżeli nastąpi zbrojna napaść, to każdy z krajów „udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego". Jak więc widać, w odróżnieniu od tego co zapisano w traktacie brukselskim, gwarancje Artykułu 5 pozostawiały krajom członkowskim (a więc przede wszystkim Stanom Zjednoczonym) dużą swobodę w określeniu szybkości i skali udzielanej w wypadku agresji pomocy. Atak terrorystyczny już raz spowodował reakcję Sojuszu.

 

Pomimo tego dość elastycznego sformułowania, gwarancje zawarte w Artykule 5 były uznawane za absolutnie pewne. Było to wynikiem przekonania, że atak ze strony ZSRR będzie od początku miał charakter globalny a jego odparcie będzie miało wręcz egzystencjalny charakter i wymuszało pełną, solidarna odpowiedź. Jeśli zaś chodzi o jej szybkość, to strona amerykańska zapowiadała, że reakcja USA będzie oparta o natychmiastowe decyzje amerykańskiego prezydenta podjęte w ramach jego uprawnień wykonawczych, które dopiero później zatwierdzi Kongres, dopełniając konstytucyjnych wymogów. Do tego dodać należy istnienie gotowych do podjęcia działania struktur wojskowych i dowództw a także ustalonych i gotowych do wykonania planów wojskowych. To wszystko sprawiało, że także dla przywódców Związku Radzieckiego było całkiem jasne, co w razie agresji zrobi NATO. Sytuacja polityczna uległa jednak zmianie po zakończeniu zimnej wojny i rozpadzie Związku Radzieckiego. Pojawiły się pytania, jak interpretować rzeczywiste znaczenie Art 5 i w jakich okolicznościach można go przywołać. W tej nowej sytuacji nastąpił 11 września 2001 r. atak terrorystyczny na Stany Zjednoczone. I choć uderzenie w wieże World Trade Center w Nowym Jorku miało całkowicie inny charakter niż ten, o którym myślano w kontekście Traktatu Waszyngtońskiego (nie była to przecież agresja wojskowa jakiegoś państwa), reakcja Sojuszu była natychmiastowa. Zdecydowano się na uznanie tego za akt agresji i przywołano gwarancje bezpieczeństwa z art. 5.

 

Trzeba jasno powiedzieć, że na tę podjętą spontanicznie decyzję NATO było całkowicie nieprzygotowane. Ani amerykański prezydent, ani Departament Stanu i Pentagon nie wiedziały, co z tą decyzja zrobić. Kiedy więc parę dni później pojawił się w NATO zastępca Sekretarza Stanu Richard Armitage, mógł powiedzieć tylko tyle, że „nie przyjechał tu po to, by o cokolwiek prosić". Wkrótce stało się jasne, że Amerykanie planują odwetową operację Cresent Wind przeciwko talibom w Afganistanie samodzielnie, korzystając jedynie ze wsparcia lotniczego Wielkiej Brytanii. NATO wkroczyło do akcji dopiero w 2003 r., kierując, już z ramienia ONZ, akcją sil ISAF. Sojusz musi opracować katalog działań odwetowych Przywołanie tych wydarzeń pozwala zrozumieć problemy, z jakimiś musi się zmierzyć NATO dzisiaj. Wciąż nie jest zdefiniowane, jakiego rodzaju działania można uznać za
akt agresji, a podjęcie reakcji przez Sojusz wymaga w tej sprawie jednomyślności. Definicja zawarta w rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 1974 r. nie wydaje się wystarczająca, jako że mówi jedynie o działaniach państw i to przy użyciu środków wojskowych. Tak więc, wobec całej gamy nowych, niestandardowych zagrożeń pojawia się kwestia rozszerzenia pojęcia agresji na przynajmniej niektóre z tak zwanych zagrożeń hybrydowych. NATO już wstępnie tego dokonało. Obok bowiem uznania ataku terrorystycznego z 2001 r. za akt agresji, Sojusz przyjmuje, że obrona przed atakiem cybernetycznym jest jednym z podstawowych zadań Sojuszu a odpowiedź na taki akt agresji może opierać się o przywołaniu artykułu 5. Tym samym pojęcie aktu agresji rozszerza się na agresywne działania które nie maja charakteru zbrojnego a są dokonywane przy użyciu innych, „cywilnych" środków. Otwiera to drogę do uznania za akty agresji takich motywowanych politycznie i inspirowanych, bądź tolerowanych przez inne państwo działań, jak akty sabotażu, podpalenia czy wykolejanie pociągów, uszkodzenia infrastruktury podmorskiej itp. Nawiasem mówiąc, nie jest wcale wykluczone, że tak też zostanie potraktowany przez USA masowy, a tolerowany przez władze wenezuelskie Nicolasa Maduro przemyt narkotyków i proceder ten posłuży amerykańskim władzom jako uzasadnienie ewentualnej interwencji zbrojnej.

 

I tu pojawia się pytanie, jak po przywołaniu art. 5 w wypadku takiej nowej, niewojskowej agresji, miałaby wyglądać reakcja Sojuszu. Niezbędnym wydaje się przyjęcie i uzgodnienie planów operacyjnych reagowania także na takie akty agresji. Jako że mają one charakter doraźny i incydentalny, nie może wchodzić w grę wyłącznie jakaś forma aktywnej obrony. Należałoby więc uwzględnić działania o charakterze represyjnym, podejmowane nie tylko przez kraj zaatakowany ale, w zależności od skali ataku, przez Sojusz jako całość w ramach art. 5. Oczywiście nie każdy akt agresji powinien skutkować przywoływaniem gwarancji bezpieczeństwa. Chodzi jednak o to, by - jeśli atak o poważnej skali nastąpi - Sojusz nie znalazł się w takiej sytuacji, jak w roku 2001 po terrorystycznym zamachu 11 września. Ani państwo zaatakowane, ani Sojusz jako całość nie mogą ograniczać się jedynie do obrony. Muszą wypracować katalog działań odwetowych które powinny zniechęcić agresora do ponawiania agresji i użyć takich środków, aby pokazać, że groźby ataku odwetowego należy traktować serio. Tworząc taki katalog możliwych działań odwetowych, nie można rzecz jasna uczynić go całkowicie jawnym jako że potencjalny agresor musi mieć ciągle dylemat, jakiego odwetu może się spodziewać i czy w związku z tym ryzyko podjęcia hybrydowego ataku nie jest dla niego zbyt wielkie.

 

Janusz Onyszkiewicz

 

Tekst ukazal się w Gazecie Wyborczej 12.12.2025r