SEA | Co wynika z wyborów do Kongresu USA? – relacja z konferencji
2950
post-template-default,single,single-post,postid-2950,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,vertical_menu_enabled,side_area_uncovered_from_content,qode-theme-ver-9.2,wpb-js-composer js-comp-ver-4.11.2.1,vc_responsive,mob-menu-slideout-over
 

Co wynika z wyborów do Kongresu USA? – relacja z konferencji

Co wynika z wyborów do Kongresu USA? – relacja z konferencji


W dniu 12 grudnia 2018 r. odbyła się w Stowarzyszeniu Euro-Atlantyckim konferencja na temat „Co wynika z wyborów do Kongresu USA”. Wprowadzeniem do debaty, transmitowanej online, a prowadzonej przez Janusza Onyszkiewicza, były wystąpienia prof. Longina Pastusiaka (amerykanista z Uczelni Vistula), prof.  Zbigniewa Lewickiego (amerykanista, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego) i Ryszarda Schnepfa  (b. ambasador Polski w USA).

Jeśli chodzi o przebieg kampanii wyborczej, to należy zauważyć, że choć Prezydent Trump, jak każdy jego poprzednik, wziął w niej aktywny udział wspierając kandydatów republikańskich, to jednak czynił to w sposób wyraźnie wybiórczy popierając wyłącznie tych, którzy z nim sympatyzowali, a nie tych z szeregów własnej partii, którzy byli wobec niego krytyczni. Wielce wymowne było zablokowanie przez prezydenta Trumpa kandydatury tak wybitnego polityka jak John McCain (który zresztą zabronił zapraszania Trumpa na swój, spodziewany wobec pogarszania się stanu zdrowia, pogrzeb).

Kampania wyborcza była też oczywiście wykorzystywana przez Prezydenta Trumpa do odbudowywania poparcia dla swojej prezydentury z uwagi na przyszłe wybory prezydenckie. Ze strony demokratów podnoszono głównie kwestie służby zdrowia i „Obamacare” natomiast republikanie koncentrowali się na kwestiach podatkowych.

W jej czasie uwidocznił się także głęboki podział społeczeństwa amerykańskiego: ponad 90% demokratów odnosi się krytycznie wobec prezydentury Donalda Trumpa, popiera ją natomiast ponad 80% wyborców republikańskich. Ogółem, Donalda Trumpa aprobuje 42% Amerykanów, a 58% jest mu przeciwnych.

Ostatecznie w wyniku wyborów Republikanie stracili większość w Izbie Reprezentantów tracąc na rzecz Demokratów 40 miejsc, co bardzo wzmocni możliwości zarówno blokowania rozmaitych inicjatyw prezydenta jak też ułatwi powoływanie komisji do śledzenia i kontrolowania aktualnych a także przeszłych działań prezydenta, bo tworzenie komisji i określanie zakresu ich działań to prerogatywa Izby Reprezentantów.

Z drugiej jednak strony, republikanom udało się obronić Senat, w którym dalej mają bezpieczną większość, a jeśli chodzi o poparcie dla prezydenta, to zdołał doprowadzić do tego, że jest ono na poziomie zbliżonym do poparcia, jakie mieli poprzedni prezydenci w połowie swojej pierwszej kadencji, a wynik ten jest wart uwagi , bo osiągnięty pomimo tego, że ma przeciw sobie zdecydowaną większość elit a także główne media, które wytykają mu rozmaite lapsusy, świadczące o jego nieznajomości Konstytucji a także notoryczne kłamstwa (Washington Post obliczył, że w ciągu 649 dni swej prezydentury Trump w swych wystąpieniach popełnił 6420 błędów i kłamstw!).

Problematyka międzynarodowa odgrywała w kampanii marginalną rolę, co nie jest czymś wyjątkowym. Nie wybrzmiały w związku z tym takie zarzuty, jak seryjne występowanie Stanów Zjednoczonych z rozmaitych organizacji i traktatów międzynarodowych. I tak, Donald Trump wycofał się, wbrew stanowisku europejskich partnerów, z umowy gwarantującej rezygnację Iranu z programu budowy broni jądrowej, a także z TPP – układu o handlu, wiążącego wszystkie kraje regionu Pacyfiku (ze znamiennym wyjątkiem Chin!) z USA. Zerwanie układu NAFTA o wolnym handlu w strefie Ameryki Północnej oskarżanego o spowodowanie ucieczki miejsc pracy do Meksyku, doprowadziło co prawda do powstania nowej wersji tego traktatu, należy jednak wątpić, czy wprowadzone zmiany mają praktycznie jakąś większa i trwałą wartość. Do tego dochodzi wysoce niechętny, by nie powiedzieć wrogi, stosunek do Unii Europejskiej, która jest przez Trumpa postrzegana niemal jedynie jako groźny konkurent gospodarczy, którego należy jak najbardziej osłabiać (stąd wsparcie Trumpa dla Brexitu).

Z pozytywów należy jednak odnotować zmniejszenie nielegalnej imigracji, poprawę stosunków z Koreą Północną i pojawienie się szans na porzucenie przez nią programów jądrowych a także twardą politykę wobec Rosji, w tym wzmacnianie amerykańskiej obecności wojskowej na wschodniej flance NATO i zwiększanie wydatków na obronę. Nie jest jednak jasne, czy można będzie liczyć, mimo obietnic, na zniesienie dla naszych obywateli wiz do USA. Jest to wynikiem ciągle zbyt dużej (choć szybko malejącej) ilości odmów wjazdu, co formalnie wyklucza takie zniesienie przez Kongres.

Przebieg kampanii wyborczej i szerzej patrząc, to co się ostatnimi czasy dzieje w USA, wskazują jednak na poważne zmiany na amerykańskiej scenie politycznej. W końcu Donald Trump nie pojawił się znikąd. Jego polityka, mająca na celu przywrócenie wielkości Ameryki, jest odpowiedzią na malejące znaczenie USA w świecie. Ten proces nie jest wynikiem słabnięcia Stanów Zjednoczonych, bo siła tego kraju w sensie gospodarczym, jak i wojskowym, jest większa niż kiedykolwiek, ale na znacznie szybszym wzroście znaczenia i siły innych wielkich graczy na światowej scenie, a także na innym charakterze wyzwań i zagrożeń, które niesie XXI wiek.

W Stanach Zjednoczonych zaczynają być podważane podstawowe ikony systemu politycznego, jak rzetelność i centralny dla amerykańskiej demokracji charakter  systemu wyborczego (pamiętać należy, że w USA wybory obejmują ok 500.000 stanowisk) a także (głównie za sprawą obecnego prezydenta) erozja symbolicznej wręcz roli prezydenta kraju.

Pomimo przejęcia przez demokratów kontroli nad Izbą Reprezentantów nie należy sądzić, że może dojść do usunięcia prezydenta Trumpa ze stanowiska w drodze tzw. impeachementu. Związane z tym procesem procedury są bowiem długotrwałe i wymagałyby pozyskania dla takiego rozwiązania szerszego, niż to możliwe dziś, poparcia w Kongresie.

Donald Trump doszedł do władzy na fali populizmu i silnej kontestacji wobec amerykańskich elit. Nie jest to zjawisko całkowicie nowe. W latach 60-tych szeroki zasięg miał podobny protest, znany jako rewolucja kwiatów. Ci,  którzy w tej rewolucji uczestniczyli a także cała filozofia tego ruchu została jednak z czasem całkowicie wchłonięta przez system, który okazał się zdolny do adaptacji i w związku z tym stabilny. Czy tak się stanie i tym razem – nie wiadomo.

Opracował: Janusz Onyszkiewicz

Po konferencji członkowie Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego oraz uczestnicy Akademii Euro-Atlantyckiej podzielili się opłatkiem podczas uroczystego spotkania wigilijnego.

Zdjęcia: Wojciech Holnicki-Szulc

SEA