SEA | Plan Miedwiediewa – jest, czy go nie ma?
103
post-template-default,single,single-post,postid-103,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,vertical_menu_enabled,side_area_uncovered_from_content,qode-theme-ver-9.2,wpb-js-composer js-comp-ver-4.11.2.1,vc_responsive,mob-menu-slideout-over
 

Plan Miedwiediewa – jest, czy go nie ma?

Plan Miedwiediewa – jest, czy go nie ma?


Plan Miedwiediewa – jest, czy go nie ma? | SEA

Wkrótce po swoim wyborze na prezydenta Rosji w maju w Berlinie, Dymitrij Miedwiediew przedstawił plan nowej architektury bezpieczeństwa na obszarze od Władywostoku po Vancouver. Z początku była to luźna propozycja traktatowej przebudowy obecnego porządku, który najwidoczniej Rosji nie odpowiada. 8 października na konferencji w Evian Miedwiediew przybliżył opinii międzynarodowej, na czym polega ten pomysł. Przedstawił pięć zasad, na których opierać miałby się nowy ład. Już dwa pierwsze postulaty: potwierdzenie podstawowych zasad bezpieczeństwa i stosunków międzynarodowych (poszanowanie integralności terytorialnej, suwerenności i politycznej niezależności) oraz potwierdzenie niedopuszczania użycia siły czy groźby jej użycia, budzą zrozumiałe kontrowersje po uznaniu przez Rosję niepodległości Abchazji i Południowej Osetii. Dla nas najbardziej interesująca jest „zasada równego bezpieczeństwa”, którą Miedwiediew ujął w trzykrotnym niet. Nie dla zapewnienia swojego bezpieczeństwa kosztem bezpieczeństwa innych; nie dla działań osłabiających jedność wspólnej przestrzeni bezpieczeństwa; nie dla rozwoju sojuszy wojskowych, który działałby na niekorzyść bezpieczeństwa innych sygnatariuszy traktatu. Czwarty punkt dotyczy potwierdzenia, że żadne z państw czy organizacji międzynarodowych nie ma wyłącznych praw na podtrzymanie pokoju i stabilności w Europie. A ostatni punkt, jakby na osłodę, wspomina mgliście o rozwoju kontroli zbrojeń w relacjach rosyjsko-amerykańskich. W reakcji na ten plan prezydent Sarkozy uprzejmie zaproponował, aby przedstawić tę sprawę na szczycie przywódców OBWE przewidzianym pod koniec 2009 roku.
 
Gra toczy się dalej. Jak na dłoni widać, czego chce Rosja. Po pierwsze, chce mieć prawo weta w sprawach euro-atlantyckiego bezpieczeństwa. Chce powstrzymać dalszą ekspansję NATO w pobliżu jej granic i zablokować tarczę antyrakietową, o której nie mogłaby współdecydować. Zagwarantować sobie nową strefę wpływów, czyli strefę „uprzywilejowanych interesów”. A może jej chodzi tylko o skłócenie zachodnich aliantów? Rosja powraca do swojej starej idei zawarcia traktatu o bezpieczeństwie europejskim, który legitymizowałby jej udział w kształtowaniu „nowego” porzšdku. Nie wykluczone, że mogłoby to przyjąć formę Aktu końcowego z Helsinek z 1975 roku tylko bez pakietu gospodarczego i praw człowieka. Najwyraźniej nie potrafi wyrwać się z myślenia w kategoriach z czasów Związku Sowieckiego. Tak jakby wierzyła w nowe „odprężenie” na swoich warunkach. Wszystko dlatego, że coraz bardziej odchodzi od demokracji, pogrąża się w kłopotach i nie rozumie dzisiejszego świata. 
 
Większość europejskich stolic podchodzi do planów rosyjskich z rezerwą. Paryż, Madryt czy Rzym wykazują największą ochotę na rozmowy z Moskwą. Berlin jest wstrzemięźliwy, a Waszyngton na razie sceptyczny. Polska będzie czuwać by nie powtórzyły się Helsinki. 
 

Komentarz wyraża poglądy Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego

SEA