SEA | Polityka wschodnia Polski
3168
post-template-default,single,single-post,postid-3168,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,vertical_menu_enabled,side_area_uncovered_from_content,qode-theme-ver-9.2,wpb-js-composer js-comp-ver-4.11.2.1,vc_responsive,mob-menu-slideout-over
 

Polityka wschodnia Polski

Polityka wschodnia Polski


W ostatnim czteroleciu w istocie całkowicie zrezygnowaliśmy z prowadzenia aktywnej polityki wschodniej. Stała się ona zakładniczką krótkoterminowych celów w polityce wewnętrznej, raczej w kategoriach PR niż realnej polityki – piszą autorzy raportu Konferencji Ambasadorów RP na temat polityki wschodniej RP.

POLITYKA WSCHODNIA POLSKI

TEZY

– Polityka wschodnia, czyli polityka wobec obszaru dawnego ZSRS była jednym z kluczowych elementów polskiej polityki zagranicznej po roku 1989. W pierwszej fazie (czyli do roku 1999) jej celem było przerwanie więzów zależności i odzyskanie suwerenności przez Polskę. Celem polityki wschodniej RP było także, a po wejściu do NATO, przede wszystkim, wspieranie wolnorynkowej i demokratycznej transformacji na obszarze b. Związku Sowieckiego.

–  Rozszerzenie Unii Europejskiej w 2004 r., członkostwo Państw Bałtyckich w NATO, kolorowe rewolucje na Ukrainie i w Gruzji oraz przechodzący różne fazy dialog z Rosją, stały się apogeum polityki  określanej niekiedy mianem „doktryny Giedroycia”.

–  Ten model polityki wschodniej załamał się po rosyjskiej agresji na Gruzję (2008 r.) a ostatecznie po agresji na Ukrainę w 2014 r. Zadaniem polityki wschodniej Polski stało się powstrzymywanie ekspansji imperialnej Rosji.  Po fazie kreatywnej polityka wschodnia zmieniła się w defensywną.

– Kurs konfrontacyjny Moskwy we wszystkich dziedzinach, od polityki obronnej i energetycznej po wymianę osobową  czy współpracę kulturalną  udowodnił, że dotychczasowy model polityki wschodniej, opartej o relacje dwustronne Polski z partnerami na wschodzie jest nieefektywny. Samodzielne polskie działanie okazało się nadmiernie kosztowne albo wręcz niemożliwe. Skuteczność wymaga, aby nasza polityka była prowadzona w oparciu o struktury sojusznicze UE i/lub NATO.

– Projektem włączającym Unię Europejską do polityki wschodniej stało się Partnerstwo Wschodnie. Cele projektu, wprowadzonego do agendy przez Polskę i Szwecję, były zbieżne z założeniami „doktryny Giedroycia. PW miało wzmacniać tendencje prozachodnie w państwach partnerskich, sprzyjać przyjmowaniu unijnych standardów, stabilizować ich niepodległość, a w dłuższej perspektywie, stanowić ścieżkę do stowarzyszenia i członkostwa w Unii.

– Kluczem do powodzenia projektu Partnerstwa Wschodniego miało być zaangażowanie Unii Europejskiej jako całości w politykę wschodnią.

– Polityka wschodnia była postrzegana w Warszawie, jako swego rodzaju polska specjalizacja w ramach NATO i Unii Europejskiej. Doskonałe kontakty polskiej elity politycznej z szeroko rozumianymi środowiskami demokratycznymi na Wschodzie: od Rosji po Azję Środkową; polska aktywność gospodarcza i kulturalna; wreszcie traktowanie Polski przez te państwa jako modelu udanych przemian sprawiały, że te aspiracje aż po pierwszą dekadę XXI wieku były akceptowane zarówno w Waszyngtonie jak w stolicach większości państw unijnych.

– Od początku XXI wieku polityka wschodnia Polski wytraciła swoją dynamikę. Z jednej strony priorytetem elit politycznych stała się integracja euroatlantycka, z drugiej przyjęcie przez Rosje Putina logiki konfrontacji z Zachodem sprawiły, że Warszawa w coraz mniejszym stopniu była eksporterem nowych idei, a w coraz większym obserwatorem uzależnionym od działań sojuszników.

– W ostatnim czteroleciu w istocie całkowicie zrezygnowaliśmy z prowadzenia aktywnej polityki wschodniej. Stała się ona zakładniczką krótkoterminowych celów w polityce wewnętrznej, raczej w kategoriach PR niż realnej polityki.

– Praktycznemu zamrożeniu uległy relacje z Rosją. Zarówno na szczeblu politycznym jak i społecznym. Antyrosyjska retoryka, podtrzymywana zarówno przez środowiska władzy jak i opozycji nie wiąże się z realnymi działaniami politycznymi i ekonomicznymi. Z jednej strony – ku zdziwieniu partnerów –  nie zapraszamy prezydenta Rosji na uroczystości związane z rocznicą wybuchu II wojny światowej i ogniskujemy relacje z Moskwą wokół zwrotu wraku Tu-154 a z drugiej na masową skalę importujemy z Rosji węgiel czy wspieramy powrót Moskwy do Rady Europy.

– Ukraina została w polskiej polityce zdegradowana do roli negatywnego bohatera narracji historycznej, w istocie współgrającej z narracją Kremla o „banderowcach” i nacjonalistach rządzących w Kijowie. Elementy realnej współpracy są ukrywane przed opinią publiczną w obawie, że staną się obiektem krytyki środowisk skrajnych.

– Próby odblokowania zamrożonych relacji z Białorusią, jeden z niewielu oryginalnych pomysłów rządu, ograniczyły się do kilku gestów, bez wypełnienia ich treścią. Realne propozycje mające doprowadzić do wsparcia Mińska wobec nacisków Rosji wychodziły z Litwy i Łotwy a nie z Polski, mimo posiadania przez Warszawę  narzędzi do budowania na przykład niezależności energetycznej Białorusi.

– Z agendy politycznej i gospodarczej Polski niemal całkowicie zniknęła Mołdawia. Brak kontaktów na wysokim szczeblu po powołaniu rządu Mai Sandu jest świadectwem, że polityka Polski wobec Kiszyniowa w istocie nie istnieje.

– Region Kaukazu Południowego, poza rytualnymi deklaracjami sympatii wobec Gruzji także zniknął z polskiej polityki. Niezręczna rezygnacja z ostrożnej i zbalansowanej polityki wobec konfliktu Armenia – Azerbejdżan wydaje się być wynikiem braku profesjonalizmu a nie przemyślanej koncepcji zbliżenia z Baku.

– Całkowicie wycofaliśmy się z prób kreowania polityki wobec regionu Azji Środkowej zwijając placówki dyplomatyczne i ograniczając do absolutnego minimum polską aktywność w tym regionie.

– Spadek znaczenia Polski w Unii Europejskiej sprawił, że jesteśmy partnerem znacznie mniej atrakcyjnym dla sąsiadów na wschodzie, niż jeszcze kilka lat wcześniej. Rzadko pamiętamy, że ostatnie „ocieplenie” w relacjach z Rosją wiązało się z czasem sprawowania przez Polskę prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Na wschodzie jesteśmy atrakcyjni o tyle o ile potrafimy skutecznie działać na rzecz polityki wschodniej Unii.

– Bez względu na wynik wyborów parlamentarnych w Polsce polityka zagraniczna a w szczególności polityka wschodnia wymagają odbudowy i nowych impulsów.  Powinniśmy zabiegać o to by odzyskać wpływ na politykę UE.

Wyrazista polska polityka wschodnia jest jednym z kluczy do odbudowy naszej pozycji w świecie euroatlantyckim. Powinna ona także ułatwić dialog z Waszyngtonem na temat relacji USA z Rosją (ryzyko tzw. odwróconego Kissingera).

– Rekomendacje Raportu to: wzmocnienie roli dyplomacji obywatelskiej; odbudowa dialogu z Rosjanami ( w szczególności współpraca ze środowiskami demokratycznymi); powrót do współpracy politycznej z Ukrainą ponad sporami o politykę historyczną; spójny program promocji gospodarczej i wspierania przedsiębiorców polskich na wschodzie; pogłębienie współdziałania z Państwami Bałtyckimi we wzmacnianiu niezależności Białorusi; wypracowanie programu pomocy rozwojowej i wymiany osobowej wobec państw Kaukazu Południowego; odbudowa sieci placówek dyplomatycznych na obszarze Azji Środkowej.

WSTĘP

Kryzys polityki zagranicznej Polski w minionym czteroleciu stawia na porządku dziennym kwestię jej odbudowy przez rządy po wyborach październikowych 2019 r. Bez względu na wynik wyborów nowy rząd musi podjąć wyzwanie jakim jest redefinicja naszej polityki wschodniej. Sytuacja w której Federacja Rosyjska otwarcie podważa istniejący ład europejski a jednocześnie związki transatlantyckie są bardziej zagrożone niż kiedykolwiek nie możemy sobie pozwolić na brak jasno zdefiniowanych celów i polityki wschodniej. Nasz Raport ma zwrócić uwagę na niektóre elementy tej polityki.

Od chwili wejścia Polski do NATO i Unii Europejskiej pojęcie Polityka Wschodnia wydaje się mniej użyteczne bo jest – a właściwie być powinno – jednym z wymiarów całościowej polityki zagranicznej państwa. Niezbyt udane próby reanimowania polityki wschodniej w czasie prezydentury Lecha Kaczyńskiego dowodzą, że rozpatrywanie polityki RP wobec obszaru dawnego ZSRS (bo to w istocie jest dekodowane jako polityka wschodnia) w oderwaniu od naszej aktywności w UE i NATO prowadzi na manowce. Przede wszystkim na manowce nieskuteczności.

Nie oznacza to jednak, że Polska nie powinna prowadzić polityki wobec swoich partnerów na Wschodzie. Tyle, że polityka ta musi być częścią szerszego projektu naszej aktywności międzynarodowej. Ponieważ takiego projektu rządzący obecnie nie mają, to polityka zagraniczna Polski jest czysto reaktywna i znacznym stopniu podporządkowana potrzebom bieżącej walki na rynku wewnętrznym, oraz prowadzona w rytm kampanii wyborczych. Szkodliwa i krótkowzroczna pseudopolityka historyczna wobec Ukrainy jest przykładem najbardziej jaskrawym ale nie jedynym. Prezentowane Założenia maja być przede wszystkim propozycją konkretnych  działań w perspektywie wyborów i powołania nowego rządu. Bez względu na to, kto wygra wybory konieczne wydaje się podporządkowanie naszych działań wobec Wschodu względnie zgodnemu działaniu  całej klasy politycznej. Przykłady ingerencji Rosji w polskie sprawy wewnętrzne, przy użyciu sprawy katastrofy smoleńskiej powinny być sygnałem ostrzegawczym, że brak wewnętrznej debaty prowadzącej do politycznego consensusu szkodzi polskiej racji stanu.

PYTANIE O ROSJĘ

Wobec Federacji Rosyjskiej nie prowadzimy w istocie żadnej polityki. Władze RP starają się zbudować na północy i wschodzie mentalny mur oddzielający nas od groźnego i mitycznego świata „dzikich ludów”. Z drugiej strony, ex definitione wszelkie kontakty formalne i nieformalne z Rosją (w istocie bez względu na to czy rzecz dotyczy GRU, Rządu FR czy opozycji) są uznawane przez rządzących i ich machinę propagandową za naganne i podejrzane. Z trzeciej zaś kontynuujemy politykę „zahipnotyzowanego kanarka” sparaliżowanego samym spojrzeniem Władimira Putina i nie podejmującego działań, które w intelektualnym zapleczu władzy są definiowane jako prowokacyjne wobec Rosji.

Polityka rosyjska Polski od dawna mało aktywna i w dużej mierze skażona reaktywnością,  po 2010 r. stała się zakładniczką smoleńskiego wraku. Po roku 2015 łączyłmy bierność i zamknięcie z agresywną antyrosyjską retoryką skierowaną na rynek wewnętrzny.

Obecna polityka wobec Rosji jest polityką, którą mogliby sobie wymarzyć stratedzy kremlowscy. Ostra retoryka rządu, podtrzymywana przez znaczną część polskiej klasy politycznej zarówno opozycyjnej jak reprezentującej tzw. „konstruktywną opozycję”, staje się usprawiedliwieniem realnych retorsji ze strony Rosji.

Retorsje te to utrudnianie wymiany kulturalnej, ruchu osobowego, blokowanie wymiany handlowej i – skuteczne – budowanie na arenie międzynarodowej wizerunku Polski jako kraju genetycznie rusofobicznego. Brak realnych kontaktów, w tym bezsensowne zlikwidowanie małego ruchu granicznego z Obwodem Kalingradzkim, brak programu wymiany młodzieży obliczonego na długofalową perspektywę, nauczania języka rosyjskiego czy współpracy pomiędzy wyższymi uczelniami skutecznie chroni Rosję od infekcji ideami wolnościowymi i demokratycznymi płynącymi z Polski.

Siłą polskiej opozycji demokratycznej i pierwszych rządów solidarnościowych była rozbudowana sieć relacji formalnych i nieformalnych z Rosjanami. Dla środowisk dysydenckich, ale także dla inteligencji i intelektualistów, z bardzo szerokiego od połowy lat osiemdziesiątych XXw., obszaru przejściowego między władzą a opozycją, Polacy byli naturalnymi partnerami a czasem wręcz przewodnikami po świecie zachodnich mód i wartości. W naszych notesach były telefony i adresy niemal wszystkich znaczących postaci rosyjskiego życia umysłowego i politycznego. Znajomość ludzi, ale też ich sposobu myślenia i paradygmatów działania była jednym z najcenniejszych „dóbr” które wnosiliśmy do NATO i UE.

Byliśmy pytani o zdanie, byliśmy dostarczycielami wiedzy i partnerami wskazującymi, które adresy od Królewca po Pietropawłowsk Kamczacki są godne uwagi. Rzecz jasna, tak jak perfumy „Być może”  nie mogły rywalizować z „Chanel”, tak atrakcyjność amerykańskich i zachodnioeuropejskich uniwersytetów i think tanków była nieporównanie większa od rzeczywistości polskiej. Niemniej bardzo długo byliśmy w Moskwie czy Petersburgu postrzegani jako partner atrakcyjny a przynajmniej ciekawy i, w odróżnieniu od Francuzów czy Amerykanów, rozumiejący i akceptujący rosyjską specyfikę.

Polska była wysoce niewygodna dla środowiska „siłowików” dochodzących do władzy na przełomie XX i XXI wieku. To ze strony rosyjskiej władzy rozpoczęło się budowanie dystansu i ograniczanie kontaktów. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego do polityki ograniczającej w istocie rolę Polski sami z ochotą się przyłączyliśmy?

W latach rządów PiS ta postawa przyjęła postać patologiczną. Trudno bowiem o lepszy prezent dla rządów  rosyjskich, niż paranoiczne teorie spiskowe („Mistrale za dolara”) i powtarzanie przez najwyższe czynniki rządowe, że nasze relacje są uzależnione wyłącznie od losów smoleńskiego wraku.

Warto przy tym zauważyć, że zdołaliśmy zniechęcić do siebie także rosyjską emigrację polityczną, która szerokim łukiem omija Polskę, (Miejsce Warszawy zajęło Wilno!).  Ludzie opozycji zarzucają nam z jednej strony rusofobię a z drugiej brak jakiejkolwiek ochrony ze strony polskich władz przed inwigilacją ze strony służb specjalnych Rosji. Ten ostatni zarzut bywa zresztą podnoszony przez wszystkie środowiska zaangażowane w walkę z systemem putinowskim, także z Azji Środkowej czy Białorusi.

Jest swego rodzaju paradoksem, że miejsce Polski jako „państwa kontaktowego” zajęła Litwa. Widać to zarówno w aktywności dyplomacji litewskiej na całym obszarze postsowieckim, jak choćby w fakcie, że za środki litewskiego MSZ  są organizowane dwa razy w roku najpoważniejsze spotkania rosyjskiej opozycji (Vilnius Russia Forum). Kiedy Rosjanie zgłosili w listopadzie ub. roku swojego kandydata na szefa Interpolu (a narzędzi Interpolu wielokrotnie używali do utrudniania życia działaczom opozycyjnym) jedynym państwem UE, które zareagowało natychmiast  była Litwa. Z kolei, gdy organizacja powołana w Polsce do podtrzymywania dialogu z Rosjanami (Centrum Dialogu i Porozumienia) organizowało konferencję poświęcona Rosji i Ukrainie został zaproszony jeden panelista z Rosji.

Punktem wyjścia dla nowego  rządu  musi być smutna konstatacja, że relacja polsko – rosyjskie nie istnieją, a narzędzia do ich odbudowania zostały w znacznej części uszkodzone, zniszczone lub przejęte przez innych graczy politycznych Co więcej udało się zbudować w Polsce atmosferę, w której prowadzenie dialogu z Rosją będzie niesłychanie trudne.

Wydaje się, że jak najszybciej  powinniśmy odbudowanie kanały komunikacyjne umożliwiających podjęcie dialogu. Powinno to być:

  1. Odbudowanie kontaktu z rosyjskimi elitami starszego pokolenia (niegdyś współpracującymi z Polską) poprzez intensyfikację zaproszeń na konferencje, stypendia i wydarzenia kulturalne.
  2. Wyraźnie bardziej częsta obecność przedstawicieli polskich elit politycznych i opiniotwórczych w Rosji i dialog zarówno z rządzącymi jak – zwłaszcza – z umiarkowanie opozycyjną inteligencją
  3. Stworzenie programu kontaktów z młodym pokoleniem rosyjskich elit, w tym elit prowincjonalnych, z udziałem możliwie najliczniejszych fundacji i think tanków (w rodzaju Polsko- Amerykańskiej Fundacji Wolności, Fundacji Batorego czy CSM), Taki program powinien mieć charakter długofalowy i nastawiony na budowanie zaufania.
  4. Jasne zarysowanie stanowiska opozycji wobec działań rządu Rosji, z podkreśleniem różnicy interesów i wartości, ale bez absolutyzacji Rosji jako zagrożenia totalnego.
  5. Podtrzymanie kontaktów na poziomie parlamentarnym z tymi środowiskami, które mogą być zainteresowane dialogiem z Polską.
  6. Wspieranie wymiany kulturalnej, z zastrzeżeniem, iż nie może być one jednostronna
  7. Dużo intensywniejsze relacje środowisk politycznych, w tym także liderów i naszych reprezentantów w strukturach europejskich z rosyjską emigracją demokratyczną w Londynie czy Wilnie.

Konieczne wydaje się przemyślenie programu wobec Rosji. Sprawa Krymu, Gruzji, wojny na Ukrainie i agresywnej polityki rosyjskiej w rejonie Bałtyku (w tym „polityka Gazpromu”) uniemożliwia realny reset, Ale przekaz nowego rządu powinien być absolutnie klarowny – nasza polityka jest polityką sporu z rządem a nie z rosyjskim społeczeństwem. Inaczej mówiąc jest antyputinowska a nie antyrosyjska.

W ramach takiego programu powinny być ujęte projekty współpracy gospodarczej (konieczne wydaje się dokonanie mapowania wspólnych interesów z wyraźnym zbudowaniem „stref bezpieczeństwa” czyli sektorów w których taka współpraca powinna podlegać bardzo ścisłej kontroli państwowej) .

Należy być przygotowanym do udziału w dialogu unijno- i natowsko- rosyjskim. Postawa obrażonego dziecka, które siedzi w kącie i jest przeciw, powinna być zastąpiona przez asertywną i aktywną promocję naszej wizji relacji struktur Zachodu z Rosją. Musimy wiedzieć gdzie są „czerwone linie”, których Europa nie powinna przekraczać. Z kolei identyfikacja tych linii nie będzie możliwa bez rozbudowanej pracy analitycznej, mającej prognozować przyszły rozwój wydarzeń w Rosji.

Istotnym elementem wizji polityki wschodniej, a w szczególności polityki wobec Rosji, powinna być także koncepcja zintegrowanej odpowiedzi europejskiej na rosyjską agresję propagandową. Na dwóch polach. Pierwszym powinno być oparte o NATO scentralizowane przeciwdziałaniem zagrożeniem cybernetycznym. Pomijam tutaj kwestię ochrony infrastruktury krytycznej przez atakiem ze wschodu. To działanie absolutnie konieczne. Chodzi jednak i o  to, by zbudować system rozpoznawania ingerencji w świat mediów społecznościowych, fake newsów, zaśmiecania debaty publicznej etc. Pole drugie, to stworzenie własnej oferty medialnej dla Rosji i świata postsowieckiego. Oferta taka winna być możliwie najdalsza od propagandy, musi natomiast zawierać atrakcyjny obraz Zachodu i jego wartości jako konkurencyjnej oferty wobec wizji rosyjskiej.

Przekaz musi być zdywersyfikowany, inny dla Kaukazu „chrześcijańskiego” inny dla muzułmańskich społeczności Azji Środkowej czy Azerbejdżanu, inny dla Rosji, jeszcze inny dla Ukrainy i Białorusi. Polska może być istotnym wytwórcą takiego przekazu. Oczywiście pod warunkiem, że zaoferujemy seriale, filmy krajoznawcze czy dobrą rozrywkę a nie toporną publicystykę „antyłukaszenkowską” i „antyputinowską”. Zasadniczym celem powinno być inteligentne przeciwdziałanie kreacji propagandowej Moskwy przedstawiającej zachód jako świat „geyropy”  zainfekowanej nieuleczalnym islamizmem i atrofia woli. Należy mieć świadomość, że Rosja przeznacza na działania propagandowe ogromne środki. sam koncern RT (dawna Russia Today) otrzymał w ubiegłym roku ponad 300 mln dolarów z budżetu państwa. Podobne sumy są planowane na kolejne lata. A przecież nie są to jedyne wydatki. Rosyjskie ambasady na promocję kultury (w dużym stopniu na propagandę) mają średnio 10 – 15 razy więcej niż polskie,

Obok dialogu z elitami rosyjskimi konieczne jest zainicjowanie dialogu wewnętrznego pod umownym tytułem : Jakiego Wschodu Polska potrzebuje? To nie jest pytanie banalne. Rosja Putina, skonfliktowana z Zachodem, agresywna i objęta sankcjami  może być bardziej efektywna z punktu widzenia polityki polskiej niż Rosja demokratyczna. Aby odpowiedzieć sobie na pytanie: czy lepszy jest dla nas Putin, Chodorkowski czy Nawalny (oczywiście nazwisk używamy wyłącznie jako symbolicznych desygnatów – chodzi o Rosje agresywnie zamkniętą versus Rosję demokratyzującą się i otwartą na Zachód) musimy jednak wiedzieć jakie są cele polityki zagranicznej Polski. Zarówno w wymiarze ponadregionalnym (czy marzenie Jarosława Kaczyńskiego abyśmy byli drugą Turcją – krajem frontowym i niezbędnym jako sojusznik pełniący rolę „antemurale” ma sens, czy przeciwnie istotą polskiej polityki powinno być budowanie pomostów i porozumień nawet za cenę względnie mniejszego znaczenia kraju na arenie międzynarodowej?) jak również w wymiarze regionu. Gdzie są nasze przyszłe kierunki rozwoju gospodarczego?, czy obecny status Ukrainy i Białorusi jest nam na rękę ze względu na możliwe uzupełnienie deficytu siły roboczej w Polsce, czy przyspieszenie ich rozwoju gospodarczego i przyjęcie zachodniego modelu prawno-ekonomicznego  stworzy na tyle duże rynki aby zrekompensować potencjalne wyhamowanie imigracji i przeniesienie części zakładów produkcyjnych np. na Ukrainę etc.?

Nasze cele średnioterminowe muszą być możliwie mocno zharmonizowane z celami UE i NATO jako całości. W przeciwnym razie nie zdołamy ich zrealizować. Podobnie rzecz ma się z polityką wobec Rosji. Nawet posiadanie spójnej wizji i strategii RP nie gwarantuje sukcesu dopóki nie zdołamy przekonać do niej sojuszników. Równolegle, z programem rządu RP wobec Rosji powinniśmy dokonać identyfikacji mapy interesów kluczowych partnerów wobec Rosji. Intuicyjnie uważamy, że łączy nas wspólnota interesów z Niemcami i USA a mamy je rozbieżne z państwami południa. Tyle, że prowadzenie polityki intuicyjnej bywa skuteczne w czasach rewolucji i kryzysów. Rosja prowadzi przemyślaną politykę budowania wpływów ekonomicznych (choć narzędzia energetyczne są już dużo mniej efektywne niż w przeszłości) i tworzenia wspólnoty interesów politycznych z poszczególnymi państwami Zachodu.

W perspektywie średnioterminowej kluczowe wydaje się przesunięcie Stanów Zjednoczonych z kategorii biorców do eksporterów energii. To powoduje, że USA będą zdecydowanie mniej zainteresowane obszarem Bliskiego Wschodu, a w razie wznowienia dialogu politycznego z Rosją mogą znaleźć z Moskwą  wiele wspólnych interesów. Z kolei Europa, podobnie jak Chiny znajdzie się we wspólnym koszyku „biorców” energii.  Potencjalne odwrócenie sojuszy powinno być brane pod uwagę w konstruowaniu polskiej polityki wschodniej, nawet jeżeli z obecnej perspektywy wydaje się to mało prawdopodobne ze względu na głęboki deficyt demokracji w Chinach i uzależnienie gospodarek  zarówno UE jak Chin od eksportu.

Pytanie o relacje USA i Rosji  jest kluczowe ze względu na politykę bezpieczeństwa. Federacja Rosyjska od czasu wojny z Gruzją otwarcie używa sił zbrojnych jako podstawowego narzędzia uprawiania polityki także w Europie. To zmiana dotychczasowego paradygmatu bezpieczeństwa. Bez wątpienia należy odpowiedzieć sobie na pytanie o poziom realnego zagrożenia działaniami wojennymi ze strony Rosji. Zarówno wobec naszych istotnych partnerów – Mołdawia, Ukraina, Gruzja a także Armenia i Azerbejdżan uwikłane w beznadziejny konflikt karabachski – jak sojuszników (Państwa Bałtyckie), a  przede wszystkim o poziom zagrożenia terytorium Polski. Można sądzić, że Rosja Putina używa konfliktów zbrojnych  do stabilizacji wewnętrznej państwa i budowania popularności władzy. Wobec pogarszających się wyników sondażowych władzy nie jest wykluczona kolejna  „mała zwycięska wojenka”. Najbardziej prawdopodobne scenariusze to:

– próba przyłączenia Białorusi do Rosji

– odmrożenie konfliktu w Naddniestrzu połączone ze wzmożeniem nacisku na Ukrainę

– odmrożenie konfliktu w Karabachu połączone z próbą uzależnienia Gruzji.

Trzeci z wymienionych scenariuszy ze względu na napięcia wokół Turcji i wahania prezydenta Erdogana co do wyboru przyszłej drogi Turcji, oraz zagrożenie wojną w Iranie, wydaje się najbardziej ryzykowny ale też dający największe potencjalne profity polityczne.

Z punktu widzenia gier wewnątrz rosyjskiej elity władzy najbardziej interesujący byłby z kolei scenariusz wojny hybrydowej wymierzonej w Łotwę i Estonię. Nie wydaje się prawdopodobny bezpośredni atak na Rygę lub Tallin. Jednak sprowokowanie zamieszek z udziałem rosyjskiej mniejszości i trwała destabilizacja polityczna tych krajów jak najbardziej mieści się w strategii wojny hybrydowej. Nie jest wykluczone wykorzystanie w procesie destabilizacji Państw Bałtyckich mniejszości polskiej (szczególnie na Litwie).

Bezpośrednie zagrożenie militarne Polski przez Rosję, eksponowane w debacie politycznej zdecydowanie ponad miarę, wydaje się mało prawdopodobne. Natomiast elementy wojny hybrydowej od cyberataków, po stymulowanie konfliktów wewnętrznych i dokonywanie różnego rodzaju prowokacji wydają się być wysoce prawdopodobne, jako czynnik testowania spoistości państwa i siły zobowiązań sojuszniczych wewnątrz NATO. Kluczowe wydaje się w dziedzinie bezpieczeństwa zidentyfikowanie właściwych celów krótko i średnioterminowych Rosji. Poruszanie się w kręgu propagandowych stereotypów charakteryzujące naszą debatę o bezpieczeństwie realizację tego zadania znacząco utrudnia.

Na użytek tego raportu jako najbardziej prawdopodobną hipotezę przyjęliśmy założenie, że średnioterminowym celem Rosji jest doprowadzenie do sytuacji w której wschodnia flanka NATO od Bułgarii po Estonię będzie strefa rozrzedzonego bezpieczeństwa. Obszarem, który w razie pełnowymiarowego konfliktu zbrojnego nie będzie podstawą do ataku na wschód a jednocześnie w wypadku rosyjskiego marszu na zachód nie będzie stanowił znaczącej przeszkody. Wobec takiej strategii rosyjskiej jednostronne oparcie się o sojusz ze Stanami Zjednoczonymi (pożyteczny i konieczny) wydaje się odpowiedzią zbyt słabą i obarczoną znacznym ryzykiem. Kluczem jest podtrzymywanie spoistości Paktu Atlantyckiego.  Inaczej mówiąc silne więzi transatlantyckie i podtrzymywanie mocno nadwątlonej zachodniej „wspólnoty wartości” są co najmniej równie ważne jak wojskowe wzmacnianie wschodniej flanki NATO.

Podstawowym narzędziem budowania polskiego bezpieczeństwa wobec zagrożeń ze strony Rosji jest sprawna dyplomacja. W tym dyplomacja obywatelska. Jeżeli znacząca część zachodnich (Amerykańskich i Zachodnioeuropejskich) elit nie będzie przekonana do tego, że obrona Bałtów, Polaków czy Rumunów jest ich interesem, zagrożenia hybrydowe mogą ziścić się szybciej i większej skali niż sądzimy.

Konkludując – polityka Polski wobec Rosji musi rozgrywać się na trzech polach:

  1. dyplomacji euroatlantyckiej podtrzymującej solidarność wspólnoty Zachodu
  2. dyplomacji obywatelskiej skierowanej zarówno do Rosjan (Polska jest gotowa do dialogu i wspierania społeczeństwa obywatelskiego przy świadomości odrębnych interesów i odmiennego odczytywania historii przez Rosjan) jak do Zachodu (jesteśmy częścią wspólnoty wartości)
  3. gotowości do dialogu politycznego i współpracy z Moskwą na tych polach, które nie kolidują z naszymi żywotnymi interesami i wyznawanymi przez nas wartościami. Współpraca ta powinna być w możliwie szerokiej skali ujęta w ramy tworzone przez NATO i UE.

O POTRZEBIE NOWEGO OTWARCIA W STOSUNKACH POLSKO-UKRAIŃSKICH

Po wiosennych wyborach prezydenckich i lipcowych wyborach parlamentarnych na Ukrainie, które doprowadziły do zasadniczej zmiany na scenie politycznej, uzasadnione jest postawienie sobie na nowo pytań co do perspektyw i możliwości ponownego ożywienia relacji polsko-ukraińskich. Przede wszystkim chodzi o to, jakie polska polityka ma dziś wobec Ukrainy cele i interesy i jak powinna je realizować, jak ma wyglądać współpraca w kwestiach bezpieczeństwa międzynarodowego, współpracy gospodarczej, zbliżaniu społeczeństw.

W latach 2015 – 2019 relacje polsko-ukraińskie uległy wyraźnemu pogorszeniu. Zmniejszyła się ilość spotkań na najwyższym szczeblu, zabrakło nowych inicjatyw i w konsekwencji wypadliśmy z grona najważniejszych politycznych partnerów Ukrainy w Europie. Polska polityka wobec Ukrainy wyraźnie wpadła w dryf. Było to w znacznej mierze rezultatem osłabienia pozycji Polski w Unii Europejskiej a także wysunięcia kwestii historycznych na plan pierwszy w relacjach dwustronnych z Kijowem. Dla przykładu – oczywistym błędem niosącym negatywne skutki dla stosunków polsko-ukraińskich (i nie tylko) była nieprzemyślana nowelizacja ustawy o IPN w początkach 2018 roku. Niespójna była też postawa władz RP w kwestii powrotu w czerwcu 2019 roku rosyjskiej delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, co również nie  wpłynęło pozytywnie na atmosferę wzajemnych relacji.

Z kolei nieobecność, mimo wcześniejszych zapowiedzi, prezydenta A. Dudy na inauguracji nowego prezydenta Ukrainy w maju 2019 r. była niepotrzebną rezygnacją z szansy na odwrócenie negatywnego trendu, na wykonanie gestu wobec nowej ekipy i podkreślenie szczególnego  znaczenia współpracy polsko-ukraińskiej dla RP.

Chociaż istotną część odpowiedzialności za pogorszenie stosunków w ostatnich latach ponosi Warszawa, to trzeba zauważyć, że również politycy i dyplomaci ukraińscy wiele razy demonstrowali w ostatnich latach, że sprawy „strategicznego partnerstwa” z Polską nie są dla nich priorytetowe.

W polskim interesie leży jak najszybsza zmiana tego stanu rzeczy i zainicjowanie pozytywnych zmian w relacjach polsko-ukraińskich. Istnieje przestrzeń dla rozwoju współpracy zarówno na arenie międzynarodowej jak i w stosunkach dwustronnych. Ukraina nadal potrzebuje polskiego wsparcia i aktywności. Świadomość tego faktu jest nadal obecna w ukraińskiej polityce i debacie publicznej. Wśród ukraińskich elit oraz społeczeństwa utrzymał się wysoki poziom zaufania i sympatii do Polski i Polaków oraz uznanie dla sukcesu polskiej transformacji. Polska ze swej strony posiada odpowiednie kompetencje merytoryczne oraz ekspertyzę, by mieć wpływ na przebieg reform na Ukrainie oraz na rozbudowę jej relacji z Unią Europejską i NATO.

Należy zauważyć, że nie ma obecnie możliwości prostego powrotu do polityki realizowanej przed 2015 rokiem, która zresztą także miała swoje ograniczenia i niedoskonałości. W ostatnich latach zmieniło się wiele w Polsce, na Ukrainie i w otoczeniu międzynarodowym. Zachował jednak aktualność stały priorytet polskiej polityki wobec Ukrainy – wspieranie jej niepodległości jako jednego z istotnych elementów międzynarodowego bezpieczeństwa Polski. W dzisiejszych warunkach oznacza to działanie na rzecz stabilności wewnętrznej Ukrainy, jej zdolności do obrony swego terytorium, gospodarczego rozwoju, sukcesu reform i pogłębienia  współpracy z Zachodem.

Truizmem jest stwierdzenie, że jeśli polska polityka wobec Ukrainy ma być skuteczna, to zadaniem numer jeden jest  zwiększenie naszego znaczenia we wspólnej polityce Zachodu wobec Ukrainy, zwłaszcza odbudowa współpracy Polski z najważniejszymi partnerami europejskimi, przede wszystkim z Niemcami i Francją. Aby uzyskać istotniejszy wpływ na politykę Zachodu wobec Ukrainy trzeba poprawić nasze relacje dwustronne z Berlinem i Paryżem a także zabiegać, by na arenie międzynarodowej powróciło i utrwaliło się przekonanie na temat polskich kompetencji w kwestiach związanych ze wschodnim sąsiedztwem UE, w szczególności wobec Ukrainy.

Polska dyplomacja powinna dążyć do ożywienia i umocnienia Partnerstwa Wschodniego. Partnerstwo Wschodnie jest nadal najważniejszym instrumentem zbliżania krajów partnerskich do standardów europejskich, umacnia przewidywalność, stabilność i rozwój za naszą wschodnią granicą. W interesie Polski leży wyodrębnienie w ramach Partnerstwa programu współpracy skierowanego do tych krajów PW, które zawarły układy stowarzyszeniowe z UE. Przede wszystkim odnosi się to do Ukrainy, sprzyjałoby więc rozwojowi stosunków polsko-ukraińskich w bardzo konkretnych obszarach.

Wzmocnienie PW, także w wymiarze finansowym, nie jest możliwe bez ścisłej współpracy z Komisja Europejską i naszymi głównymi zachodnimi partnerami. Wymaga też współdziałania z partnerami regionalnymi. Nie stoi to skądinąd w żadnej kolizji z naszym dążeniem, by nowe oblicze Partnerstwa Wschodniego było mocno identyfikowane z Polską.

W polskim interesie leży sukces stowarzyszenia Ukrainy z Unią Europejską, pełna i konsekwentna realizacja jego agendy tak, aby można było z czasem rozpocząć rozmowę o następnych etapach integracji, niezależnie od tego jak odległa wydaje się dziś perspektywa członkostwa w Unii. Polska ma szansę być głównym beneficjentem tego procesu. Perspektywa następnej polskiej prezydencji w Radzie UE w 2025 roku już dziś powinna nas skłaniać do wypracowania, wspólnie z partnerami europejskimi oraz ukraińskimi, propozycji nowych przełomowych decyzji. W tym celu Polska powinna wystąpić z inicjatywą zorganizowania w naszym kraju szczytu Partnerstwa Wschodniego, a także międzynarodowej konferencji na rzecz wsparcia reform na Ukrainie, która w ostatnich latach odbywała się w Kopenhadze i w Toronto, a w 2020 roku jest planowana w Wilnie.

Jeśli chodzi o kwestie  udziału w negocjacjach pokojowych dotyczących konfliktu na wschodzie Ukrainy, to jeszcze niedawno postulatem polskiej polityki zagranicznej było rozszerzenie albo przynajmniej istotne zmodyfikowanie tzw. „formatu normandzkiego”. Chodziło między innymi o zapewnienie miejsca Polski w tym dialogu. Ze względu na brak zainteresowania partnerów, w tym także Ukrainy, nie doszło do sformułowania satysfakcjonujących Polskę propozycji. Rozmowy o przywróceniu pokoju we wschodniej Ukrainie, będą się nadal toczyć się bez naszego udziału. Najważniejsza nie jest jednak nasza obecność przy stole rokowań. Nie ma więc powodu by koncentrować się na bezpośrednim udziale w nich, ani by ta kwestia obciążała polsko – ukraińskie stosunki dwustronne.

Nie oznacza to, rzecz jasna, braku miejsca dla polskiej aktywności. Sprawa nie jest przeterminowana. Wzdłuż linii rozgraniczenia na ukraińskim Donbasie, stosunkowo niedaleko od polskiej granicy, ciągle giną ludzie. Naturalną rolą Polski mogłoby być zainicjowanie regionalnego wymiaru wsparcia procesu pokojowego. Mogłoby to polegać na wspólnym zaproszeniu przez Polskę i Ukrainę regionalnych sąsiadów i partnerów (zarówno z zachodu jak i ze wschodu, także członków WNP), którzy odbierają konflikt rosyjsko – ukraiński jako zagrożenie dla swoich żywotnych interesów, do niejako równoległej dyskusji na temat poszukiwania drogi do zakończenia konfliktu. Przedmiotem zainteresowania polskiej dyplomacji na tym forum mogłoby być inicjowanie, wspieranie i ewentualny udział razem z regionalnymi partnerami w konkretnych przedsięwzięciach, które mogą pojawić się z czasem na agendzie (międzynarodowe siły pokojowe na linii rozgraniczenia i na granicy ukraińsko-rosyjskiej, międzynarodowa misja policyjna na obszarach kontrolowanych przez separatystów i Rosjan, odbudowa zniszczonych obszarów itp.).

Kluczem do zapewnienia znaczącego udziału Polski w tych procesach jest poprawa relacji z głównymi partnerami europejskimi. Konieczne jest także nadanie nowej dynamiki stosunkom dwustronnym z Ukrainą. Wymaga to  przywrócenia regularnych polsko-ukraińskich spotkań i konsultacji na wysokim szczeblu. Potrzebne są również nowe inicjatywy dotyczące współpracy wojskowej, gospodarczej, transgranicznej i międzyregionalnej, kontaktów społecznych, naukowych, kulturalnych itp. Dla przykładu – można byłoby uruchomić stałe forum współpracy samorządów (rada regionów, forum miast partnerskich itp.), rozszerzyć zakres współpracy młodzieży, ponownie rozważyć możliwość utworzenia wspólnego uniwersytetu oraz polsko-ukraińskiego kanału telewizyjnego o charakterze edukacyjnym i kulturalnym.

Nie można też, oczywiście, zapominać o gospodarce. Polska stała się jednym z najważniejszych partnerów handlowych Ukrainy. Wzrost obrotów oznacza przezwyciężenie dramatycznego załamania współpracy gospodarczej, które miało miejsce w latach 2014-15. Potencjalne możliwości współpracy gospodarczej obu krajów są znacznie większe niż jej obecny stan. Gdy ukraińska gospodarka się rozwija – szybko wzrasta również polski eksport. Należałoby więc oczekiwać śmielszego i wspieranego przez polski rząd programu udziału inwestorów z Polski w ukraińskiej prywatyzacji, rozszerzenia wsparcia dla polskich przedsiębiorców na Ukrainie, zwłaszcza tych reprezentujących mały i średni biznes. Polska posiada instrumenty wsparcia ekspansji zagranicznej, jednak w odniesieniu do relacji gospodarczych z Ukrainą są one nadal wykorzystywane w zbyt ograniczonym zakresie.

Rozważenia wymaga także zmiana zbyt ostrożnego stanowiska Polski wobec dostępu Ukrainy do europejskiego rynku energii elektrycznej. Szybciej niż do tej pory można też poprawiać sytuację na granicy wspierając inwestycje w infrastrukturę.

Obecność licznej grupy Ukraińców na polskim rynku pracy stwarza także sposobność dla polskich władz sformułowania w stosunku do nich polityki migracyjnej bardziej przyjaznej niż ma to miejsce obecnie. Chodzi między innymi o ułatwienie możliwości uzyskiwania prawa stałego pobytu w Polsce, ułatwienia dla rodzin i w dalszej perspektywie także otrzymania polskiego obywatelstwa. Wyjście naprzeciw oczekiwaniom dużej grupy migrantów ukraińskich nie pozostałoby bez wpływu na relacje polsko-ukraińskie nie tylko w wymiarze międzyludzkim. Podobnie – pozytywny wpływ na te relacje miałaby bardziej energiczne przeciwdziałanie polskiej policji czy inspekcji pracy różnego typu przejawom dyskryminacji czy nadużyć wymierzonych przeciwko ukraińskim pracownikom.

Istotną przeszkodą dla pozytywnego rozwoju w minionych  latach relacji polsko – ukraińskich było odmienne podejście do polityki historycznej. W wyniku tegorocznych wyborów, na Ukrainie  zwyciężyła siła polityczna reprezentująca tę część ukraińskiego społeczeństwa (w istocie jego większość), która jest zdystansowana wobec tradycji nacjonalistycznej. W Polsce, w rezultacie wyroku Trybunału Konstytucyjnego uchylona została „ukraińska” część niefortunnej nowelizacji ustawy o IPN. Powstała więc także i w tej dziedzinie możliwość nowego otwarcia, którą należy wykorzystać.

Celem strony polskiej w dziedzinie dialogu historycznego ze stroną ukraińską powinno być dążenie do jego maksymalnej profesjonalizacji oraz oddzielenia go od dialogu politycznego oraz od bieżącej współpracy IPN i UIPN, która nie zawsze była efektywna. Mogłoby to nastąpić np. drogą powołania odrębnej polsko-ukraińskiej „grupy ds. trudnych” na wzór takiej, która istniała w relacjach polsko-rosyjskich.

Demontażowi nacjonalistycznej mitologii sprzyjają w największym stopniu obiektywne naukowe badania, udostępnienie i publikacje źródeł historycznych a także postawa samokrytycyzmu w stosunku do własnej przeszłości. Aby umacniać na Ukrainie takie rozumienie historii i sensu dialogu historycznego z Polską należałoby rozważyć (jak od pewnego czasu proponuje część polskiego środowiska historycznego) utworzenie w Kijowie polskiego Instytutu Historycznego działającego we współpracy z ukraińskim środowiskiem naukowym. Instytut ten inicjowałby badania naukowe, przekłady źródeł i literatury naukowej, fundował  stypendia dla ukraińskich naukowców łącząc funkcje domu wydawniczego, centrum konferencyjnego i w jakiejś mierze koordynatora badań. Jego funkcjonowanie mogłoby być istotnym wsparciem dla tych ukraińskich historyków oraz publicystów historycznych, którzy są zainteresowani dochodzeniem do prawdy, przezwyciężaniem mitów i negatywnych stereotypów.

Reasumując, aby odzyskać skuteczność w polskiej polityce wobec Ukrainy należy przede wszystkim dążyć do poprawy relacji i koordynacji działań z głównymi partnerami europejskimi oraz regionalnymi. Po drugie – konieczne jest nadanie nowej dynamiki stosunkom dwustronnym w celu odbudowy wzajemnego zaufania. I po trzecie – stworzenie bądź rozszerzenie odpowiedniego instrumentarium wsparcia dla różnego rodzaju nowych inicjatyw i projektów.

ZAPOMNIANY PARTNER – MOŁDAWIA

Republika Mołdawii (RM) ma powierzchnię 10 razy mniejszą od Polski i ok. 4 milionów obywateli, z których co najmniej jedna trzecia wyemigrowała do pracy w krajach UE i w Rosji lub mieszka na terenie separatystycznego Nadddniestrza (ok. pół miliona). Liczbę mieszkańców terytorium kontrolowanego przez rząd w Kiszyniowie można więc dziś szacować na ok. 2 i pół miliona osób, z których przynajmniej jedna trzecia to ludność stolicy. Jednak waga geopolityczna tego kraju przekracza jego skromne rozmiary.

Największe ambasady w Kiszyniowie to placówki dyplomatyczne Rosji i Rumunii. W latach międzywojennych obecne terytorium  RM (do 1812 roku część Hospodarstwa Mołdawii)  wchodziło w skład Rumunii, a język rumuński jest językiem ojczystym większości jego mieszkańców. Rumunia nie deklaruje dziś chęci przyłączenia RM, ale jej celem jest objęcie tego kraju procesem integracji europejskiej. Z kolei Moskwa, która panowała nad tym terytorium w latach 1812-1991 (z krótką przerwą w latach 1918-1944) dąży do jednoznacznego włączenia go do swojej strefy wpływów. Jeśli odniosłaby sukces, to Besarabia (historyczna nazwa tej prowincji) mogłaby się stać z geopolitycznego punktu widzenia czymś w rodzaju Obwodu Kaliningradzkiego – ze wszystkimi skutkami tego stanu rzeczy.

W latach 2009-2014 (a zwłaszcza w pierwszej połowie tego pięciolecia) RM – niepodległe państwo od 1991 roku – była oceniana w UE jako prymus wśród krajów postsowieckich objętych unijnym Partnerstwem Wschodnim. W Kiszyniowie doszły do władzy partie polityczne deklarujące wolę zbliżenia z Zachodem i prowadzenia reform umożliwiających przystąpienie kraju do UE. Standardy demokratyczne zaczęły być w praktyce przestrzegane w RM bardziej, niż w innych krajach regionu. Polska (w tym osobiście minister Radosław Sikorski) stała się najbardziej zaangażowanym w Mołdawii krajem unijnym, bo działania Rumunii krępowała nieco niechęć sporej części społeczeństwa podatnej na propagandę rosyjską.

Dokonaliśmy w tym okresie dużego wysiłku wsparcia zamiarów reformatorskich mołdawskiego rządu. Oznaczało to nie tylko jego wsparcie polityczne w ramach UE, ale przede wszystkim pracę polskich ekspertów niosących w imieniu Unii pomoc w dziedzinie reform w różnych dziedzinach. Duży akcent położyliśmy na wspieranie rozwoju samorządności lokalnej. W tym procesie wzięło też udział sporo organizacji pozarządowych prowadzących szkolenia i wizyty studyjne Mołdawian  w Polsce oraz samorządów nawiązujących współpracę z mołdawskimi partnerami.

Sytuacja polityczna w RM stawała się z roku na rok coraz bardziej nieprzejrzysta. Spory między politykami walczącymi o władzę odwracały ich uwagę od zadań reformatorskich. Rozczarowani Mołdawianie wybrali w 2016 roku na stanowisko prezydenta Igora Dodona, prorosyjskiego polityka deklarującego dystans wobec Zachodu. Ale to nie on rozdawał w Kiszyniowie polityczne karty, a oligarcha Vlad Plahotniuc miliarder, który kontrolował gospodarkę, dużą część mediów i scenę polityczną. A on wciąż sugerował, że żywi sentymenty prozachodnie.

W praktyce jednak Mołdawia pod rządami podporządkowanych Plahotniukowi polityków nie spełniała oczekiwań UE w dziedzinie zasad państwa prawa, zwalczania korupcji i prowadzenia reform zbliżających kraj do zachodnich standardów. W tej sytuacji Unia ograniczała pomoc dla Kiszyniowa. Tylko Bukareszt uważał rządy oligarchy deklarującego prozachodnie (a bardziej dyskretnie filorumuńskie) nastawienie za mniejsze zło, niż wzmacnianie się opcji prorosyjskiej.

Warszawa w okresie rządów PiS nie wykazywała dużej aktywności w stosunkach z RM. Było to zapewne związane z ogólnym brakiem koncepcji w dziedzinie polityki wschodniej, ale częściowo usprawiedliwione niejasnością sytuacji politycznej w Kiszyniowie. Trzeba też zauważyć, że aktywność polskich organizacji pozarządowych i samorządów otwartych na współpracę z RM nie ustała, a niektóre organizacje międzynarodowe wciąż finansują różne szkolenia Mołdawian w Polsce.

Tymczasem w Mołdawii powstał masowy ruch opozycyjny, prozachodni, ale zdecydowanie przeciwny rządom Plahotniuka. Pod nazwą ACUM (TERAZ) zdobył aż jedną czwartą głosów w wyborach parlamentarnych w końcu lutego br. Nieco większe poparcie odnotowała partia Plahotniuka, a ugrupowanie Dodona niewiele większe od każdego z poprzednich, poniżej jednej trzeciej głosów. Był to wyborczy pat, ale ten pat oznaczał, że RM jest wciąż na rozdrożu i wciąż może obrać drogę, która wiedzie ku Zachodowi.

W czerwcu sytuacja polityczna w Mołdawii nabrała nieoczekiwanie dramatyzmu. Po trzech miesiącach bezowocnych prób powołania nowego rządu, 8 czerwca br. zadziwiającą koalicję zawarła prorosyjska Partia Socjalistów Igora Dodona z prozachodnim blokiem ACUM. Na czele gabinetu zdominowanego personalnie przez ACUM stanęli jego przywódcy, 47-letnia Maia Sandu (absolwentka Harvardu, a potem urzędniczka Banku Światowego), która została premierem i Andrei Nastase jako wicepremier i minister spraw wewnętrznych. Koalicja wybrała Zinaidę Greceanii z partii Dodona na stanowisko przewodniczącej parlamentu.

Odpowiedź Plahotniuka przyszła natychmiast. Podporządkowany mu de facto Trybunał Konstytucyjny orzekł, że rząd został powołany z naruszeniem konstytucji, bo powinien powstać najdalej w trzy miesiące po wyborach. Nakazał też prezydentowi rozwiązanie parlamentu i rozpisanie przedterminowych wyborów. Dodon odmówił, zwracając uwagę, że konstytucja zezwala mu w tej sytuacji na rozwiązanie parlamentu, ale nie obliguje go do takiej decyzji. Wtedy TK zadecydował o zawieszeniu prezydenta, a dotychczasowy rząd kontrolowany przez Plahotniuka odmówił oddania władzy i w sposób zorganizowany sprowadził do stolicy tłumy pracowników budżetówki mających go bronić. Dotychczasowy premier Pavel Filip (jako pełniący obowiązki głowy państwa na mocy decyzji TK) rozwiązał parlament i rozpisał wybory na 6 września.

Większość społeczeństwa wyrażała jednak wsparcie dla nowego rządu, bo poparcie dla Plahotniuka nie przekraczało w sondażach kilku procent. Oligarcha musiał po kilku dniach oddać władzę, bo są liczne dowody na to, że również wszyscy zaangażowani w Mołdawii gracze zagraniczni (USA, UE, NATO, a także Rosja) nie tylko wsparli nowy rząd, ale odegrali zgodnie (i prawdopodobnie w porozumieniu) zasadniczą rolę w powstaniu tej dziwnej koalicji, która sama definiuje się jako tymczasowa. Tylko Rumunia zachowała się z początku z rezerwą, bo Bukareszt żywi obawę, że w dłuższej perspektywie będzie to oznaczać zwycięstwo opcji prorosyjskiej. Prezydent Iohannis wystosował list do Donalda Tuska i Jean Claude’a Junckera z prośbą o aktywne podjęcie przez UE pilnych działań na rzecz stabilizacji sytuacji w Mołdawii w duchu wartości europejskich. Rumunia chce odgrywać w tych działaniach szczególną rolę.

Rosja i Dodon niewątpliwie liczą na to, że po wyeliminowaniu Plahotniuka, w następnych (być może przedterminowych) wyborach Partia Socjalistów przejmie pełnię władzy. Analogiczne są z pewnością rachuby polityków prozachodnich, którzy mogą liczyć na jakieś wsparcie UE, a zwłaszcza USA. Nie można też wykluczyć, że względna równowaga sił prorosyjskich i prozachodnich utrzyma się w Mołdawii na dłużej, jeśli doszło w tej sprawie do jakiegoś porozumienia między Moskwą a Waszyngtonem.

Biorąc wszystko powyższe pod uwagę, rekomendacje wobec obecnego i kolejnych rządów RP oraz wobec innych polskich podmiotów działających w dziedzinie stosunków z zagranicą są następujące:

  1. a) RM powinna być z zasady traktowana z większą powagą, niż to wynika z jej obecnego potencjału, bo jest od wielu lat (a zwłaszcza teraz) eksperymentalnym terenem współzawodnictwa między Zachodem a Rosją na postsowieckim Wschodzie;
  2. b) rządowi Mai Sandu warto okazać jak największe wsparcie, bo może to zwiększyć szanse sukcesu bloku ACUM w kolejnych wyborach;
  3. c) warto prowadzić dialog w sprawie RM z Rumunią i co do zasady wspierać jej zabiegi o zwiększenie aktywności Unii Europejskiej w tym kraju, która osłabła w ostatnich latach wobec rosnących trudności we współpracy z poprzednim rządem w Kiszyniowie;
  4. d) ważna jest dalsza intensyfikacja polsko-mołdawskich kontaktów pozarządowych – organizacji społeczeństwa obywatelskiego i samorządów. Polska ma w tej dziedzinie w RM dobrą markę. Te kontakty powinny być wspierane przez polską dyplomację.

BIAŁORUŚ W CIENIU ZAGROŻEŃ NIEPODLEGŁOŚĆI

Od połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku Polska w istocie zrezygnowała z prowadzenia aktywnej polityki wobec Białorusi. Bojkot rządów Łukaszenki, zamrożenie kontaktów politycznych przy względnie przyzwoicie rozwijającej się wymianie ekonomicznej, to było wszystko co mieliśmy do zaoferowania Białorusinom. Na dodatek relacje z Mińskiem były w jakiejś mierze podporządkowane kwestii mniejszości polskiej, a dokładniej problemowi swobody działania Związku Polaków na Białorusi i losom sporych inwestycji poczynionych przez Wspólnotę Polską w Domy Polskie i szkolnictwo.

Jakiekolwiek próby dialogu z władzami białoruskimi były torpedowane, z jednej strony przez stereotyp skutecznie wdrukowany do polskiego dyskursu publicznego, wedle którego Aleksander Łukaszenka był krwawym dyktatorem, z którym nie należy rozmawiać. Z drugiej przez priorytet polityki mniejszościowej i brak woli kompromisu ze strony białoruskiej. A wtedy gdy taka się pojawiała natychmiast utwardzała się z kolei pozycja Polski. Nieśmiałe próby resetu podjęte przez min. Sikorskiego zderzyły się z kontrakcją mediów i części środowisk politycznych.

W gruncie rzeczy jedynym sukcesem w polityce białoruskiej okazało się włączenie Mińska do programu Partnerstwa Wschodniego. Przerwało to politykę izolowania Łukaszenki, która prowadziła do coraz głębszego uzależnienia Mińska od Moskwy.

Sygnały wysyłanie przez Łukaszenkę, jak odmowa uznania dyplomatycznego Abchazji i Osetii Południowej, czy oferty współpracy sektorowej w energetyce były przyjmowane przez Polskę ad referendum i nie przynosiły efektów w postaci odmrożenia dialogu politycznego. Rolę wiodącą w europejskiej polityce wobec Białorusi zaczęły przejmować Litwa i Łotwa oraz Niemcy. Polska zdołała utrzymać kontakt z elitami opozycyjnymi. A poprzez stworzenie radia „Racja” i telewizji Biełsat przejęła wręcz rolę kreacyjną wobec części młodych środowisk opozycji demokratycznej.

Ceną za wspieranie środowisk opozycyjnych i aktywną politykę współpracy ze środowiskami polskimi krytycznymi wobec rządów prezydenta Łukaszenki, były chłodne relacje z władzami Białorusi. Stereotypowo Łukaszenka był postrzegany jako absolutny satelita Moskwy, na dodatek testujący różne modele sprawowania władzy autorytarnej, zwalczania opozycji czy też wprowadzania na agendę międzynarodową spraw, których z różnych powodów nie chciała podejmować Moskwa. Polskie elity polityczne przegapiły istotną zmianę modelu współpracy białorusko – rosyjskiej, jaka nastąpiła w pierwszej dekadzie XXI wieku. Aleksander Łukaszenka straciwszy nadzieję na sukcesję władzy w Rosji zaczął wzmacniać odrębność Białorusi. Kilkakrotnie podejmował tez próby gry z partnerami zachodnimi.

Najbardziej efektywnym instrumentem współpracy Białorusi z Zachodem pozostaje Partnerstwo Wschodnie. Białorusini nie są usatysfakcjonowani obecnym modelem PW uważając, iż w ramach programu są traktowani jako państwo drugiej kategorii. Nie ratyfikowali umowy o partnerstwie i współpracy z 1995 r. podjęli natomiast w 2017 r. negocjacje dokumentu o priorytetach partnerstwa ( Single Support Framework). Białoruś postrzega PW przede wszystkim jako instrument współpracy ekonomicznej. Pomimo niechętnej postawy Mińska wobec współpracy związanej ze wspieraniem organizacji pozarządowych i środowisk niezależnych od władzy Łukaszenka dokonał kilku koncesji pozwalających NGO na pozyskiwanie grantów zagranicznych. W zamian liczy na wspieranie przez Unię projektów infrastrukturalnych i otwarcia rynków unijnych na produkty białoruskie. Białoruś próbowała także – bez powodzenia – odgrywać rolę zwornika pomiędzy Unią Europejską A Euroazjatycką Unią Gospodarczą. (Podobny pomysł miała także Armenia).Warto zwrócić uwagę na to, że władze białoruskie coraz życzliwiej odnoszą się  do wszelkich projektów związanych ze wzmacnianiem tożsamości narodowej i poczucia odrębności od Rosji.

Polityka Polska wobec Białorusi, z wyjątkiem kilku zakończonych niepowodzeniem i niekonsekwentnie przeprowadzonych prób ocieplenia, charakteryzowała się biernością i reaktywnością.

Autorskim pomysłem rządu PIS było „nowe otwarcie” wobec Białorusi. Spotkanie marszałka Senatu z prezydentem Łukaszenką, wizyta wiceministra SZ Białorusi w Polsce, konsultacje międzyresortowe, wreszcie wizyta min. Waszczykowskiego w Mińsku stanowiły próbę resetu. Przez chwilę rozważano nawet cofnięcie dotacji dla Biełsatu, żeby nie drażnić nowych przyjaciół. Efekty tej polityki okazały się mniejsze niż można oczekiwać. Nie zapobiegły ograniczaniu aktywności  polskich szkół, wyrzucaniu polskich księży i nie zmieniły krytycznego stosunku Mińska wobec organizacji polskich.

Ostatnie miesiące i narastające napięcie pomiędzy Rosją a Białorusią skłaniają do rozważenia bardziej aktywnej polityki wobec Mińska. W opinii autorów raportu „Russia scenarios 2030” z waszyngtońskiej Free Russia Foundation aneksja bądź „unifikacja” Białorusi do Rosji jest jednym z najbardziej prawdopodobnych scenariuszy na przyszłość. Musiałaby się dokonać przed wyborami roku 2024. Z jednej strony stworzenie wspólnego Państwa Związkowego dawałoby Putinowi oczekiwany sukces – dowód, że po aneksji Krymu kontynuuje odbudowę „Wielkiej Rosji”. Po wtóre zaś powstanie nowego bytu państwowego ułatwić by mogło rozwiązanie kryzysu sukcesyjnego i kontynuację władzy prezydenckiej Putina, jako głowy nowego bytu państwowego. Analitycy nie wykluczają przy tym wariantu „siłowej” aneksji Białorusi uznając wręcz, że jest to najbardziej prawdopodobny kierunek, o ile Rosja zdecyduje się na kolejną agresję.

Żywotnym interesem Polski jest zachowanie przez Białoruś formalnej niepodległości. I poszerzanie jej zakresu. A obecnie jedynym realnym gwarantem zachowania instrumentarium niepodległego państwa pozostaje Aleksander Łukaszenka. Jakakolwiek rewolucyjna zmiana władzy prowadzić może wyłącznie do znacznego zwiększenia wpływów Rosji. Kluczowe pytanie dla przyszłego rządu brzmi: w jaki sposób najbardziej efektywnie można wzmocnić niezależność Białorusi. Próba jednostronnego resetu przyniosła bardzo ograniczone rezultaty. Wydaje się więc, iż warto wrócić do instrumentarium Partnerstwa Wschodniego i współpracy europejskiej.

Wsparcie białoruskiej niezależności energetycznej zarówno na drodze politycznej jak poprzez otwarcie alternatywnych dróg transportu gazu i ropy naftowej (w tym np. uruchomienie istniejącego, ale zamrożonego połączenia rafinerii w Nowopołocku z Możejkami, terminalem w Butyndze lub portem w Ventspils), stworzenie możliwości przesyłania gazu z Polski lub/i z terminala w Kłajpedzie, wspieranie współpracy energetycznej z Ukrainą (w tym możliwości dostaw ropy do Mozyrza z Odessy) – wszystko to mieści się w zakresie zadań i możliwości PW.

Istotne jest także budowanie kanałów współpracy ze społeczeństwem białoruskim. Blisko połowa (47 %) Białorusinów deklaruje zaufanie do Unii Europejskiej. Warto wrócić do podjętej w przeszłości próby budowania współpracy regionów Polski i Białorusi. Być może uzupełniając partnerstwa międzyregionalne o przyciąganie partnerów z kluczowych państw Unii, szczególnie z Niemiec.

Konieczne wydaje się pilne przeprowadzenie formalnych i nieformalnych konsultacji politycznych (także na poziomie rodzin politycznych w Parlamencie Europejskim) z partnerami unijnymi na temat reakcji w razie prób ograniczenia lub likwidacji białoruskiej niepodległości. Podobną rozmowę należy podjąć także ze Stanami Zjednoczonymi.

Rewolucje demokratyczne w Armenii i Mołdowie zdają się wskazywać na nowy paradygmat polityki Rosji. W obu państwach bez oporu, a raczej ze wsparciem Moskwy doszły do władzy siły deklaratywnie prozachodnie, a na pewno cieszące się znacznym mandatem społecznym. Wszystko wskazuje na to, że w obu wypadkach zmiana władzy nastąpiła ze wspólnym wsparciem Moskwy i Waszyngtonu. Przy czym efektem rewolucji zdaje się być stworzenie rządów satysfakcjonujących Zachód w tym sensie, że dysponują zarówno legitymacją demokratyczną jak deklarują znaczne poszerzenie zakresu swobód obywatelskich i przestrzeganie praw człowieka, a równocześnie są podatne na wpływy polityczne Rosji. Przeprowadzenie takiego scenariusza na Białorusi wydaje się możliwe. I wypada wiedzieć, a przynajmniej uzyskać realne przesłanki wiedzy, czy nasi sojusznicy są skłonni tego typu rozwiązanie zaakceptować.

Kluczowe wydaje się zbudowanie wspólnej platformy działania wobec Białorusi z Państwami Bałtyckimi i Skandynawią. Dialog na temat przyszłości Białorusi, niesłusznie zarzucony w połowie lat ’90 musi być pilnie wznowiony przy udziale całego spektrum politycznego. Białoruś przyłączona do Rosji (szczególnie w modelu „demokratyzacja za niepodległość”) oznacza całkowite odcięcie Państw Bałtyckich, okrążenie Ukrainy i popchnięcie Polski w kierunku statusu państwa frontowego.

Konieczne wydaje się także zintensyfikowanie relacji z różnymi środowiskami na Białorusi. Kanał kontaktów zbudowany i podtrzymywany przez środowisko skupione wokół telewizji „Biełsat” jest ważny i cenny, nie może być jednak jedynym i najważniejszym. Potrzebne są rozbudowane kontakty w dziedzinie kultury i elit naukowych a także wsparcie dla możliwie intensywnej współpracy na poziomie samorządowym. Nie do przecenienia jest również rola Kościoła, ze świadomością, że polityka Watykanu nie zawsze jest zbieżna z interesami Polski.

Izolacja Białorusi jest obecnie szkodliwa dla interesów Polski. Wobec narastającego zagrożenia rosyjskiego powinniśmy podtrzymywać współpracę z władzami Białorusi, a wobec opozycji mieć wyraźny przekaz, że wartością najcenniejszą jest niepodległość a iluzja antyłukaszenkowskiej rewolucji ze wsparciem Rosji stanowi zagrożenie dla tożsamości białoruskiej w jakiejkolwiek formie.

Konkretne działania w perspektywie kilkumiesięcznej, jakie powinniśmy podjąć wobec Białorusi to:

  1. Intensywne konsultacje polityczne w Waszyngtonie, Brukseli, Wilnie, Rydze i Sztokholmie na temat narzędzi jakich powinien użyć Zachód dla ochrony niepodległości Białorusi. Konsultacje takie powinny być prowadzone zarówno przez czynniki oficjalne, jak przez reprezentantów środowisk opozycyjnych.
  2. Podtrzymywanie i wzmocnienie dialogu z oficjalną Białorusią na szczeblu co najmniej ministerialnym.
  3. Podtrzymywanie i wzmocnienie działań wspierających opozycję demokratyczną ze szczególnym uwzględnieniem doceniania opcji prozachodniej
  4. Dofinansowanie Instytutu Kultury Polskiej i wzmocnienie wymiany kulturalnej i naukowej, w celu pozyskania elit białoruskich dla wizji zbliżenia z Zachodem
  5. Wsparcie organizacyjne i finansowe samorządów lokalnych w intensywnym rozwijaniu relacji z Białorusią. Wspieranie inicjatyw wielostronnych Polska + Białoruś + partner z Zachodu Europy
  6. Podjecie intensywnych prac analitycznych na temat możliwych scenariuszy białoruskich w najbliższych latach. W tym analiza konsekwencji przyłączenia Białorusi do Rosji w kontekście wojskowym (oznacza to na przykład całkowite pozbawienie możliwości obrony korytarza suwalskiego).

KAUKAZ I AZJA ŚRODKOWA

Azji Środkowej i Kaukazu Południowego na politycznej mapie polskiej dyplomacji w istocie nie ma. Wprawdzie utrzymujemy kontakty na wysokim szczeblu z Gruzją, ogłosiliśmy niemal strategiczne partnerstwo z Azerbejdżanem, ale działania te mieszczą się głównie w kategorii szeroko rozumianej działalności propagandowej. Polska nie ma wypracowanego stanowiska ani wobec kluczowego dla sytuacji Południowego Kaukazu konfliktu w Górskim Karabachu, ani wobec aktywności Chin w na całym tym obszarze, ani wobec deficytów demokracji w tych regionach. Nie wykorzystujemy bardzo pozytywnego stereotypu jakim cieszy się Polska i Polacy zarówno w Azji Środkowej, jak na Kaukazie. A przede wszystkim, nie wykorzystujemy tych regionów dla budowania swojej pozycji zarówno w strukturach unijnych, jak wobec Rosji.

Dość oczywiste skoncentrowanie się na obszarze naszego bezpośredniego sąsiedztwa zaowocowało uwiądem myślenia politycznego w odniesieniu do Azji Środkowej i Kaukazu Południowego. Wspierając –  słusznie – euroatlantyckie aspiracje Gruzji nie bardzo potrafimy uzasadnić, dlaczego uważamy, że Tbilisi znajduje się w Europie. Instrumenty Partnerstwa Wschodniego są wobec państw Kaukazu Południowego wykorzystywane w stopniu znacznie mniejszym, niż wobec Ukrainy, Mołdawii a nawet Białorusi. Zarówno w Gruzji jak w Armenii UE jest krytykowana za zbyt małe zaangażowanie we wsparcie społeczeństwa obywatelskiego (w Gruzji to zaledwie 5% tzw. koperty narodowej) Azerbejdżan w istocie traktuje PW instrumentalnie jako forum do propagowania własnej oceny konfliktu w Karabachu i pozyskiwania środków na rozbudowę infrastruktury eksportowej ropy i gazu. Aktywność Polski we wszystkich tych sferach jest bardzo ograniczona. Nie występujemy ani jako inwestor, ani jako istotny dawca pomocy rozwojowej. Nasze komunikaty polityczne w kwestii konfliktu w Karabachu są wewnętrznie sprzeczne (przykładem niezwykle jednostronny komunikat po wizycie prezydenta Alijewa w Warszawie w 2017 r.), a dyplomacja polska unika angażowania się we wsparcie rozwiązania tego zadawnionego sporu. Nie mamy wypracowanego stanowiska w kwestii rosyjskiej obecności woskowej w Armenii, ani nie angażujemy się we wsparcie tych środowisk ormiańskich,  które postulują zbliżenie z Zachodem mimo wielokrotnych zachęt ze strony ormiańskiej. Poza rytualnymi gestami i nieustająca opowieścią o transporcie kazachstańskiej i azerskiej ropy do Polski nie widać też efektów współpracy z Baku. Warto zauważyć, że polska wymiana handlowa z całym Kaukazem Południowym nie przekracza 300 mln dolarów, Ale też brakuje jakiegokolwiek zaangażowania rządu w realne wsparcie inwestycji i aktywności polskiego biznesu w tym regionie.

Jeszcze gorzej wygląda nasza polityka wobec Azji Środkowej. W większości państw tego regionu nie mamy nawet placówek dyplomatycznych, A ambasady w Kazachstanie i Uzbekistanie dysponują minimalnym personelem i bardziej niż ograniczonymi środkami na działalność. Tu również polski biznes prywatny nie może w istocie liczyć na realne wsparcie struktur państwa.

Przede wszystkim jednak, zarówno wobec olbrzymiego obszaru Azji Środkowej, jak strategiczne ważnego Kaukazu Południowego  nie mamy żadnych zdefiniowanych celów i interesów. Co więcej nie podejmujemy nawet próby oddziaływania na te kraje.

W programie przyszłego rządu wydaje się niezbędne dostrzeżenie, że oba wymienione regiony są obszarem rywalizacji mocarstw. Przy zmianie geografii produkcji i dostaw surowców energetycznych warto porzucić stereotyp myślenia o tym regionie jako o potencjalnym centrum produkcji ropy i gazu. Należy skupić się na wykorzystaniu resztek pozytywnego stereotypu Polski w Gruzji i Armenii a także Kazachstanie czy Uzbekistanie. Warte rozważenia wydaje się także otworzenie co najmniej jeszcze jednej placówki dyplomatycznej (Kirgistan lub Tadżykistan) jako punktu obserwacyjnego realnej temperatury stosunków Rosji z Chinami.

Konieczne jest zrezygnowanie z „polonijnego” spojrzenia na Kazachstan, na rzecz kreowania pól współpracy ekonomicznej. Generalnie, ekonomizacja dyplomacji w tym regionie może okazać się korzystna także z punktu widzenia interesów politycznych.  Bez wyraźnego parasola państwowego polscy inwestorzy i handlowcy zarówno na Kaukazie jak w Azji Środkowej nie maja szans. I to zarówno ze względu na ogromne uzależnienie gospodarek obu regionów od państwa jak i dlatego, że wobec kłopotów z korupcją i nieprzejrzystymi systemami prawnymi mały i średni biznes ( a taki jest realnie zainteresowany regionem) nie podejmie ryzyka działania na tych rynkach.

Ogromną wartość dodaną w kategoriach politycznych ma również wymiana kulturalna i naukowa. Niewielkie i niezbyt kosztowne prezentacje kulturalne w tych krajach zyskują rangę wydarzenia. Podobnie jak wymiana studencka i naukowa jest to inwestycja w budowanie polskiego lobby.

Przyjmując, że jednym ze średnioterminowych zagrożeń dla Polski pozostaje Federacja Rosyjska powinniśmy inwestować politycznie w jak najlepsze relacje z jej południowym sąsiedztwem. Im bardziej prozachodnia będzie postawa rządów Kaukazu i Azji Środkowej tym więcej uwagi Moskwa będzie musiała poświęcać utrzymaniu swojej pozycji w tych regionach kosztem ekspansji na zachodnich rubieżach.

Pożądane byłoby przeprowadzenie konsultacji z Departamentem Stanu i Europejską Służbą Działań Zewnętrznych w kwestii harmonizacji priorytetów dyplomatycznych wobec konkurencji rosyjsko – chińskiej.  W tym kontekście powinniśmy zabiegać o zwiększenie naszej reprezentacji w placówkach ESDZ na Wschodzie. Polaków na kluczowych stanowiskach jest coraz mniej. A wydaje się, że rozgrywka w trójkącie: Waszyngton – Pekin – Moskwa będzie wyjątkowo intensywnie toczyła się w wymienionych regionach.

W ciągu najbliższego roku w odniesieniu do Kaukazu Południowego powinniśmy:

  1. Doprowadzić do równowagi w relacjach z Azerbejdżanem i Armenią ponieważ konsekwentnie stosowana zasada pełnej równoległości została w ostatnich dwóch latach zdecydowanie zachwiana na rzecz Azerbejdżanu
  2. Doprowadzić do stworzenia pełnowymiarowych delegatur do spraw ekonomicznych (lub jednej – w Gruzji akredytowanej na trzy kraje)
  3. Wypracować program polskiej pomocy rozwojowej skierowany szczególnie do Armenii i Gruzji i zharmonizowany z działaniami UE
  4. Doprowadzić do podpisania umów o współpracy ze kluczowymi stacjami telewizyjnymi regionu tak by można było nieodpłatnie lub za symboliczną opłatą dystrybuować polska produkcję telewizyjną
  5. Wspierać firmy z sektora IT skłaniając je do ekspansji w tym regionie, traktując go (dotyczy to także innych sektorów gospodarki) jako bramę do Iranu w razie zmiany politycznej w Teheranie lub zniesienia sankcji.
  6. Aktywnie uczestniczyć w programach budowy (odbudowy infrastruktury pod egidą Partnerstwa Wschodniego)

Wobec Azji Środkowej należy rozważyć:

  1. Wzmocnienie sieci polskich placówek dyplomatycznych zarówno poprzez rozbudowę istniejących Ambasad jak stworzenie przedstawicielstwa w Kirgistanie lub Tadżykistanie nakierowanego na pracę analityczną dotyczącą relacji rosyjsko-chińskich.
  2. Zdecydowane wzmocnienie pionów ekonomicznych placówek i zbudowanie mechanizmów wsparcia polskiego biznesu szczególnie w Kazachstanie i Uzbekistanie.
  3. Wdrożenie programu współpracy kulturalnej i wymiany studenckiej.
  4. Wzmocnienie pionów analitycznych instytucji państwowych w zakresie badań nad Azją Środkową jako obszarem równoważenia się wpływów mocarstw.

 

Założenia Raportu zostały opracowane przez: Jerzego Marka Nowakowskiego, Jacka Kluczkowskiego (Ukraina) i Bogumiła Lufta (Mołdawia) przy współpracy Agnieszki Magdziak – Miszewskiej.

Tezy raportu zostały zaprezentowane podczas debaty eksperckiej pt.: Polityka wschodnia Polski w ramach Unii Europejskiej.

Link do wydarzenia: https://sea.org.pl/3150/

SEA