SEA | Polski izolacjonizm
561
post-template-default,single,single-post,postid-561,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,vertical_menu_enabled,side_area_uncovered_from_content,qode-theme-ver-9.2,wpb-js-composer js-comp-ver-4.11.2.1,vc_responsive,mob-menu-slideout-over
 

Polski izolacjonizm

Polski izolacjonizm


Część druga komentarza Przewodniczącego Rady Wykonawczej SEA Janusza Onyszkiewicza.

Czyżby jednak polski izolacjonizm?

Stosunkowo niedawno ukazał się w „Rzeczpospolitej” tekst autorstwa Andrzeja Talagi „Obrona, nie ekspedycje karne”, który jest reakcją na mój artykuł, opublikowany również w „Rzeczpospolitej” pod tytułem „Izolacjonizm po polsku”. 
Oczywiście fakt, że jakiś artykuł nie przechodzi bez echa zawsze daje autorowi niejaką satysfakcję, tym większą, ze polemika ma charakter merytoryczny a podnoszone kwestie są, można sądzić, dość ważne.
Niemniej jednak w przywoływanym tekście red. Talagi jest cały szereg stwierdzeń, które wymagają z mojej strony pewnej reakcji.
Dla porządku pozwolę sobie przypomnieć zasadnicze tezy swojego artykułu. Sprowadzały się one do stwierdzenia, ze polskiej polityki bezpieczeństwa nie można budować wyłącznie na zasadzie, że bronimy własnego terytorium i ze do tego nasze zobowiązania sojusznicze się sprowadzają. Przywoływałem istnienie rozmaitych wypowiedzi które mogłyby sprawić wrażenie, ze taka jest ostatnio polityka polskich władz i które to wypowiedzi budzą pewien niepokój wśród naszych sojuszników. Wyrażałem w związku z tym obawę, czy w wyniku utworzenia się przekonania o zasadniczym zwrocie naszej polityki bezpieczeństwa nie narazimy się na podobne podejście do swych wobec nas zobowiązań naszych sojuszników czy to z NATO czy z Unii Europejskiej. Zwracałem tez uwagę na to, ze w istocie, zgodnie z podstawowymi dokumentami określającymi politykę bezpieczeństwa naszego państwa a także rzeczywistym stanem naszych sojuszniczych zaangażowań sytuacja jest jednak inna. Konieczność zaś liczenia się z zaangażowaniem naszych wojsk z dala od naszego terytorium wynika z co najmniej trzech czynników. Po pierwsze, może to okazać się konieczne w wyniku napaści na jakiś kraj sojuszniczy, któremu będziemy zobowiązani przyjść z pomocą, także wojskową. Po drugie, nie możemy wykluczać politycznie ważnej potrzeby udziału w akcjach reagowania kryzysowego, choćby na prośbę ONZ. No i po trzecie, kiedy to życiowo ważne interesy naszych sojuszników będą zagrożone , co ze względu na powiązania naszej gospodarki z innymi może oznaczać także poważne zagrożenie naszych interesów. 
I w tej ostatniej kwestii A. Talaga pisze, że nasze interesy gospodarcze koncentrują się na terenie Unii Europejskiej i „są zabezpieczone przez Unię” a więc w związku z tym żadne wojskowe zaangażowanie z naszej strony nie jest potrzebne a nawet jest „nie do pomyślenia”. Można sądzić, że to samo powinno dotyczyć i innych krajów, czyli że w wypadku poważnego zagrożenia ich życiowych interesów to Unia winna podjąć stosowne kroki. Unia- czyli także my! Tu warto przypomnieć rok 1990 kiedy to w wyniku wojny y Iraku z Iranem zagrożona została żegluga z Zatoki Perskiej przez cieśninę Ormuz i trzeba było wysłać w ten rejon okręty wojenne, a dziś w walce z piractwem w rejonie Somalii uczestniczą, obok Francji czy Niemiec takie kraje jak Norwegia, Szwecja, Rumunia czy Ukraina. No a uwaga, że ewentualne przejście naszych okrętów przez cieśniny duńskie może zostać zablokowane rodzi pytanie- jak i przez kogo (Rosja?), a więc przy taki scenariuszu sytuacji międzynarodowej w którym o żadnym wysyłaniu okrętów jak w 1939r nie mogłoby być mowy!
 
Jesteśmy krajem brzegowym Unii i NATO. Ale przecież nie jedynym. Czy możemy sobie sami zapewnić bezpieczeństwo przy każdym nawet dzisiaj nieprawdopodobnym ale nie wykluczonym w przyszłości scenariuszu? Oczywiście nie, i nie tylko my. Więcej- nikt poza Stanami Zjednoczonymi nie może. Dlatego jest NATO, a bezpieczeństwo Litwy czy Estonii wymaga dysponowanie wojskami zdolnymi do przerzutu i działań daleko od własnego terytorium, a więc zdolnościami ekspedycyjnymi. I taką gotowość trzeba cały czas utrzymywać i ją demonstrować. I nie wystarczy do takich działań mieć gotowymi jedynie wojska specjalne.. Turcja byłaby w stanie ochronić swoje terytorium przed atakami ze strony Syrii sama, ale jest politycznie ważne, że w odpowiedzi na zagrożenia zostały na jej terenie rozlokowane holenderskie i niemieckie Patrioty.
Red. Talaga pisze, że skoncentrowanie się wyłącznie na obronie odpowiada zarówno oczekiwaniom Stanów Zjednoczonych jak też nowej koncepcji NATO. Jest dokładnie odwrotnie! Stanom Zjednoczonym zależy ( i to może czasem zbyt przesadnie) właśnie na tym, aby oczywiście Europa zwiększała jeśli nie wielkość, to przynajmniej efektywność swoich wydatków wojskowych, ale także aby nie dublowała zdolności i wzmacniała zbiorowy charakter swojej obrony jak również, aby jej wojska w większym stopniu były zdolne do działań w oddaleniu od swego macierzystego terytorium. Jeśli zaś chodzi o NATO, to w przyjętej ostatnio koncepcji strategicznej zamiast jak dotąd jednego podstawowego celu jakim zawsze była zbiorowa obrona znajdujemy- co bardzo znamienne- jeszcze dwa: reagowanie na pełne spektrum zagrożeń związanych z kryzysami i zabiegi o wzmacnianie bezpieczeństwa międzynarodowego.
 
Nie uważam, aby Polska winna była włączać się do każdej misji wojskowej NATO czy Unii Europejskiej. Do każdej decyzji w tej sprawie należy podchodzić z dużą rozwagą ale i życzliwością wobec naszych sojuszników. Nie możemy jednak wysyłać sygnałów (na szczęście na ogół nie popartych praktyką), że na wypadek kryzysu, ograniczymy się jedynie do własnego podwórka, a podejmowane przez naszych sojuszników działania w najlepszym razie, tylko zza płotu, słabiej lub silniej werbalnie poprzemy.
 
 
Janusz Onyszkiewicz
Przewodniczący Rady Wykonawczej SEA

 

 

SEA