SEA | UE: przyspieszony postęp w sferze bezpieczeństwa i obrony
2907
post-template-default,single,single-post,postid-2907,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,vertical_menu_enabled,side_area_uncovered_from_content,qode-theme-ver-9.2,wpb-js-composer js-comp-ver-4.11.2.1,vc_responsive,mob-menu-slideout-over
 

UE: przyspieszony postęp w sferze bezpieczeństwa i obrony

UE: przyspieszony postęp w sferze bezpieczeństwa i obrony


W ramach Dialogu Obywatelskiego odbyła się w dn. 29.10.2018 r współorganizowana przez Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Warszawie i Stowarzyszenie Euro-Atlantyckie konferencja i debata „Dialog Obywatelski – rola i miejsce UE w nowej architekturze bezpieczeństwa euroatlantyckiego”. W konferencji prowadzonej przez Janusza Onyszkiewicza wziął udział Dyrektor Przedstawicielstwa KE w Polsce – amb. Marek Prawda, który dokonał przeglądu sytuacji w jakiej znajduje się obecnie Unia Europejska ze szczególnym uwzględnieniem spraw polityki zagranicznej, bezpieczeństwa i obrony po czym głos zabrali prof. Roman Kuźniar (UW) i Dr. Bartłomiej Nowak (Akademia Finansów i Biznesu Vistula). W wystąpieniach panelistów, jak też w dyskusji, Unia Europejska określona została jako…

(…) wspólnota wychodząca wyraźnie z kryzysu, co nie oznacza, że płynąc naprzód nie może zderzyć się z groźnymi skałami. Do niedawna Unia, zmagając się z rozmaitymi kryzysami, nie była w stanie ani pokazywać swoich osiągnięć, ani też zająć się rozwijaniem wspólnej polityki zagranicznej. Zgodnie z nowymi tendencjami, Unia chce rozwijać własną suwerenność, ale jedynie w wybranych obszarach takich, w których suwerenność poszczególnych narodów i państw może okazać się złudna wobec wielkości rozmaitych problemów, z którymi można się zmierzyć tylko w europejskim kontekście. W przeszłości Unia chciała być mentorem, dziś wykazuje więcej pokory a potrzeba ochrony demokracji, liberalnych wartości i innych zdobyczy to przede wszystkim zadanie wewnętrzne Unii. Zasadniczym jej problemem jest jednak jaśniejsze określenie kierunku, w którym Unia powinna zmierzać a także zachowanie spójności i zdolności do rozwiązywania problemów.

A zarysowujących się problemów jest wiele. Po pierwsze, jak to określił Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, skończył się okres w którym Unia znajdowała się w stabilnym i w gruncie rzeczy nie stwarzającym poważniejszych zagrożeń otoczeniu. Tym samym, do polityki Unii musi niestety wrócić geopolityczne patrzenie na sytuację w jej bliższym i dalszym sąsiedztwie, gdzie takie myślenie i praktyka dominuje. Tak więc polityka Unii staje się polityką, w której nie ma dominacji podejścia pedagogicznego wobec krajów sąsiednich, ale polityką bardziej pragmatyczną z uwzględnieniem jednakże pewnych podstawowych zasad.

Jeśli chodzi o politykę zagraniczną, to Unia ma w tej sferze ogromny potencjał, choć siła Unii osłabła, bo osłabło zaufanie do niej. Na przeszkodzie w wykorzystaniu tego ciągle jeszcze poważnego potencjału stoją jednakże ambicje poszczególnych wielkich państw członkowskich, które nie są skłonne do powściągnięcia swoich tradycyjnie ugruntowanych zachowań. Do tego dochodzi stanowisko niektórych krajów członkowskich (przede wszystkim Polski) wyrażające się w odrzucaniu Unii Europejskiej jako projektu politycznego. To wszystko sprawia, że nad ciągle widoczną słabością wspólnej polityki zagranicznej Unii ciąży brak dostatecznej spójności i dalej posuniętej integracji. Widać tu wyraźną różnicę z NATO, gdzie dzięki obecności silnego lidera-USA,  możliwość w miarę szybkiego podjęcia wspólnych działań jest większa. W tym kontekście warto zadbać o to, żeby na stanowisko Wysokiego Przedstawiciela Unii do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa powoływać osoby o dużym doświadczeniu i ciężarze politycznym, bo tylko taka osoba może zmniejszyć tak bardzo widoczny w Unii brak sprawnego przywództwa.

W obszarze wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony (CSDP) sytuacja wyraźnie się zmienia. Agresja Rosji na Ukrainę i widoczny powrót rosyjskiej polityki na neoimperialne tory sprawił, że  dalece zmieniła się i ujednoliciła percepcja zagrożeń i wyzwań wśród krajów członkowskich Unii. Doświadczenia zarówno konfliktów w latach 90-ych na Bałkanach jak też i w Libii pokazały, że Europa w poważnych akcjach wojskowych jest zdana na współdziałanie ze Stanami Zjednoczonymi. Tym samym, autonomia strategiczna, o której ostatnio mówi się w Europie, ma na dzisiaj być ograniczona do mniej wymagających misji, a obszarem, na którym Unia może działać jest przede wszystkim Afryka.

Nie oznacza to jednak, że Unia nie powinna mieć większych ambicji jeśli chodzi o zdolności wojskowe, którymi Unia może wspierać swoją politykę.  Zarysowana przez Jean-Claude Junckera wizja europejskiej Unii Bezpieczeństwa i Obrony nie powinna być traktowana jako całkowicie nierealistyczna. W końcu cytowany często Art. 42.7 Traktatu Lizbońskiego zobowiązujący wszystkie kraje Unii do solidarnego przeciwstawiania się jakiejkolwiek agresji na któryś z krajów  członkowskich rysuje wyraźną perspektywę rozszerzenia misji wojskowych o misje związane z obroną, choć taki scenariusz to zapewne kwestia dalszej przyszłości.

Niemniej jednak Unia stara się już dziś zwiększyć swoje możliwości w dziedzinie wojskowej wydzielając na to znaczne środki, co jest krokiem o przełomowym znaczeniu.

 

Znaczącym też krokiem było uruchomienie umożliwionej Traktatem Lizbońskim stałej strukturalnej współpracy wojskowej (PESCO). Taka współpraca, która może zostać ustanowiona przez  „Państwa Członkowskie, które spełniają wyższe kryteria zdolności wojskowej i które zaciągnęły w tej dziedzinie dalej idące zobowiązania, mające na względzie najbardziej wymagające misje” mogłaby doprowadzić do podziało krajów członkowskich na twardy rdzeń i peryferie i zaburzyć spójność Unii i z tego powodu ustanowione PESCO ma charakter bardzo inkluzywny i rozmyty. Przejawia się to w bardzo ogólnych kryteriach uczestnictwa i daleko posuniętej niezależności w wyborze programów, w których państwa tworzące PESCO chcą uczestniczyć. Sprawia to, że ustanowione PESCO ma bardziej charakter rozwinięcia funkcjonującego już w Unii programu „pooling and sharing” a więc dzielenia się pewnymi zdolnościami i współpracy w ich rozwijaniu niż w zbudowaniu zdolności i gotowości do udziału w „najbardziej wymagających misjach”. Niemniej jednak należy fakt powstania PESCO, jak też wydzielenia środków na finansowanie misji wojskowych docenić jako przełamanie kolejnego tabu w podejściu Unii do problematyki bezpieczeństwa i obrony. Należy też pamiętać, że Traktat Lizboński nie wyklucza powstawania kolejnych inicjatyw tworzenia stałej strukturalnej współpracy przez inne, zapewne mniejsze grupy państw o większych możliwościach i ambicjach w sferze wojskowej.

W ślad za tymi pierwszymi, z konieczności dość ograniczonymi krokami winny jednak pójść dalsze. Wśród nich mogłoby się znaleźć zwiększenie środków na Europejski Fundusz Obronny, koordynacja wydatków obronnych na poziomie Unii, wzmocnienie mechanizmów tworzących stopniowo wspólne zakupy uzbrojenia,  zmiana zasad tworzenia i wykorzystywania Grup Bojowych,  ustanowienie Rady Unii Europejskiej także na poziomie ministrów obrony, czy w końcu utworzenia „militarnego Schengen” czyli radykalnej reformy przepisów, aby umożliwić sprawne przewozy kolejowe czy drogowe personelu i sprzętu wojskowego szczególnie między państwami członkowskimi zarówno Unii jak i NATO.

W końcu warto zauważyć, że dokonuje się może powolny, ale stały, a ostatnio bardzo przyspieszony postęp w tworzeniu przez Unię zdolności do wspólnego działania w sferze bezpieczeństwa i obrony i byłoby dobrze, gdyby Polska w tym procesie odgrywała bardziej aktywną rolę.

 

Janusz Onyszkiewicz

 

 

SEA